Szukaj:Słowo(a): mikolaja 2007 rozni wykonawcy
różni wykonawcy----Christmas Hits 2007



"Christmas Hits 2007" to wbrew mylącemu tytułowi obowiązkowy zestaw największych świątecznych hitów w historii muzyki rozrywkowej. Zgromadzono go tutaj na trzech płytach. To swoista ścieżka dźwiękowa, która w sposób unikalny i niepowtarzalny wprowadzi każdego w świąteczny nastrój. Obecność takich, wiecznie młodych kojarzonych ze świętami utworów jak "Last Christmas" zespołu Wham, "All Want For Christmas" Mariah Carey, "The Power Of Love" Frankie Goes to Hollywood czy też "Santa Baby" w wykonaniu Eartha Kitt stanowią o ponadczasowości składanki, która jest świąteczną listą przebojów, nie tracącą na swojej aktualności przynajmniej przez kolejną dekadę. Całości zestawu dopełniają gwiazdkowe przeboje w wykonaniu takich artystów jak: Dido, Chris Rea, Aretha Franklin, czy też Elvis Presley. Na albumie nie zabrakło też prezentujących młode pokolenie oczarowanych magią świąt Backstreet Boys, N' Sync czy Britney Spears. "Christmas Hits 2007" to płyta, która obok choinki, śniegu i świętego Mikołaja stanowić powinna główny element kojarzący się z nadchodzącymi świętami.

Wytwórnia: Sony BMG

Data premiery: 2007-12-10
Wybrałem to miejsce na główne podziekowanie dla wszystkich, którzy w jakis sposob pomogli rozwojowi szant pod polskim przewodnictwem na terenie UK.
Duzo trudu kosztowalo mnie to przedsiewziecie ale bez pomocy wielu osob, w tym wlasnie wykonawcow naszej rodzimej sceny, ich przyjaciol i roznych drobnych ludzi wielkiego "szantowego" serca nie zdzialalibysmy nic.
W ciagu dwoch lat, poprzez kilka malych, wiekszych spotkan szantowych dobrnelismy do festiwalu zorganizowanego z Doncaster przy udziale Miasta i trzech barow: Kuchnia Polska, Masons' Arm's i Horse & Groom. Byl to duzy krok, tym bardziej ze przygotowania trwaly tylko 6 tygodnii.
Chcialem za to wszystko na lamach forum podziekowac zespolom i przyjaciolom Rejs.Co.Uk którzy zaangazowali sie w pomoc od poczatku, czyli od wiosny 2007 roku inaugurujac spotkania na Wyspie 21 Lipca:
Muzykom i zespolom: Włodkowi "Trzeciemu" Debskiemu, Mikolajowi Firletowi, Januszowi Nastarowiczowi, Flash Creep, Hambawenah, North Wind, oJ taM, Leje na Poklad, The Doorsz, Smugglers.
Przyjaciolom i osobom przyjaznym Rejs.Co.Uk, ktorzy wsparli, badz wspieraja nas wciaz:
Sylwi Rybackiej, Grzegorzowi Switalskiemu, Markowi Charanczykowi, Wiktorowi Bartczakowi, Eli Chrabot , Joannie Ozaist, Oli i Mariuszowi Bartosik, Mackowi Jedrzejko, Tomkowi Golinskiemu, siostrom Ewie i Ani, i oczywiscie rodzicom moich kochanym, ktorzy przeze mnie szant maja dosc :)
Dziekuje wszystkim razem i kazdemu z osobna, i oczywiscie nie poprzestane na tym, a wdziecznosc dla Was wszystkim mam ogromna. Wierze, ze nasza praca przyniesie korzysci zarowno szantom, scenie szantowej na wyspach, jak rowniez idei, ktora staram sie wypromowac poprzez Nasze dzialanie.
Dziekuje raz jeszcze i wszystkich zapraszam do wspolpracy, jesli bedziecie w jakimkolwiek stopniu zainteresowani nie krepujcie sie pisac do mnie, sklonni do pomocy, uderzajcie smialo.
Dziekuje i do uslyszenia na stronie www.rejs.co.uk juz niedlugo informacje i krotkie filmiki z tego co bylo.
Ahoy!!!!
Kapitan Benge wciaz na fali!
ps
Prosze wybaczyc jesli kogos pominalem, i prosze sie upominac.
Zapraszam wszystkich na koncert ŚCIGANYCH w drugim tygodniu grudnia do ostrowskiej Fanaberi! Po koncercie tradycyjnie Jam Session!

www.scigani.art.pl

* 2 grudnia Knurów, klub SZTUKATERIA plakat
* 6 grudnia Piła, klub CLASSIC
* 7 grudnia Toruń, klub PAMELA godz.21'00
* 8 grudnia Poznań, LIZARD KING
* 9 grudnia Ostrów Wlkp, FANABERIA
* 15 grudnia Ustroń Maciek - solo - ANGEL'S PUB
* 29 grudnia Kędzierzyn Koźle, Dom Kultury
* 10 stycznia 2007 Piekary Śl, C.K.ANDALUJZA
* 1 lutego 2007 Warszawa koncert na żwyo w radiu - RADIO DLA CIEBIE (koncert rejstrowany)

Również w Fanaberi 22.12.06 nietypowy Jam organizowany przez Andrzeja Jerzyka:

"Wspólnie z Tomkiem Markiem, właścicielem Fanaberii w Ostrowie, zrodziła się nam w głowach koncepcja, aby zorganizować Świateczny Jam Session z prawdziwego zdarzenia.
A więc już oficjalnie, zapraszamy wszystkich 22-grudnia w piątek do "Fanaberii Jazz Blues Club" w Ostrowie Wlkp gdzie równo o godzinie 20:00 zainaugurujemy spotkanie muzyków, które postanowiliśmy nazwać "JAM SESSION POD CHOINKĘ". A jak pod choinkę, to znaczy że wstęp wolny.
Dzwięki będą zróżnicowane stylistycznie i dlatego poruszać się będziemy w różnych gatunkach i to w taki sposób, aby nikt z was, nawet przez moment, nie poczuł znuzenia czy zmęczenia. Oczywiście rejwodzić będzie blues, blues-rock, jazz, jazz-rock czy funky.
Swoją obecność potwierdzili już:

01. Arek Osenkowski - saxofon
02. Jan Gałach - skrzypce
03. Grzegorz Dudziak - harmonijka ustna
04. Tomek Olszanowski - gitara, śpiew
05. Jan Szkudlarek - gitara
06. Krzysztof Siewruk - gitara, śpiew
07. Paweł Walczak - gitara
08. Filip Szkudlarek - gitara
09. Romek Ziobro - bas
10. Tomek "Szakal"Szukalski - bas
09. Miłosz Krupka - bas
10. Sebastian Ceglarek - bas
11. Michał Zontek - bas
12. Marek Nowakowski - instrumenty klawiszowe
13. Marek Duczmal - perkusja
14. Mikołaj Duczmal - perkusja
15. Bartek Pilarczyk - perkusja
16. Max Ziobro - perkusja
17. Szymon Mielcarek - śpiew
18. Błażej Smok - śpiew

Informacja z ostatniej chwili, do listy wykonawców dołączyli :
19. Ks. Arek "WIELEBNY" Wieczorek - git. akust. śpiew
20. MAGDA PISKORCZYK!!!

Pamiętajcie!!! "Jam Session Pod Choinkę", już 22-grudnia w piątek w Fanaberii. Zaczynamy o 20:00!!! Przybywajcie Tłumnie!!!"
Kolejna obsuwa aquaparku

Jacek Harłukowicz 2007-08-08, ostatnia aktualizacja 2007-08-08 21:30

InterSPA, niemiecki wykonawca wrocławskiego aquaparku - mimo ustaleń sprzed tygodnia - nie przesłał do Wrocławia dokumentacji budowy, nie podpisał aneksów koniecznych do kontynuowania współpracy z gminą i nie podał terminu uruchomienia inwestycji. - Nasza cierpliwość jest na wyczerpaniu - mówią urzędnicy z ratusza.

Po tym jak miasto w czerwcu podjęło decyzję o zerwaniu współpracy z InterSPA, ponad tydzień temu zorganizowano spotkanie "ostatniej szansy". Volker Kurz, prezes niemieckiej firmy, rozmawiał z Rafałem Dutkiewiczem. Ustalili, że do poniedziałku wykonawca dostarczy gminie dokumentację budowy, za którą miasto zapłaciło 3 mln euro. Do wczoraj nie dotarła ona do Wrocławia. Z centrali InterSPA w Stuttgarcie przyszedł za to list, w którym Volker Kurz, prezes niemieckiej firmy, po raz kolejny prosi o czas.

Krzysztof Kiniorski, dyrektor spółki Wrocławski Park Wodny: - Ten list i tak dostaliśmy dwa dni po terminie. Nie pozostaje nam nic innego, niż czekać. Nie odwracamy się do naszych, wciąż jeszcze, partnerów, ale nasza cierpliwość nie jest z gumy.

Rafał Guzowski, dyrektor departamentu infrastruktury i gospodarki w urzędzie miasta i jednocześnie członek rady nadzorczej WPW: - Zgodziłem się na wydłużenie czasu na prośbę prezesa InterSPA. Zwłoka wynika z różnic kulturowych. Po prostu inaczej przygotowuje się dokumenty w Niemczech, a inaczej u nas.

Tyle oficjalnie. W prywatnych rozmowach w ratuszu usłyszeć można jednak, że Niemcy nie wykorzystali swojej ostatniej szansy.

- To klasyczna gra "w głupa". Panowie z InterSPA stosują wciąż te same sztuczki. Najpierw czegoś nie dostarczą, potem obiecują, że uzupełnią braki, tłumaczą, że mieli za mało czasu, i na tym się kończy. Jesteśmy już niemal pewni, że tej dokumentacji po prostu nie ma - usłyszeliśmy od jednego z miejskich urzędników.

Volker Kurz: - To nieporozumienie! Tydzień temu uzgodniliśmy jedynie, że miasto przekaże nam swoje oczekiwania co do kompletu dokumentacji.

Tymczasem wydłuża się nie tylko czas negocjacji z niemieckim partnerem, ale i sprawa wartej 116 mln transakcji przekazania przez gminę spółce WPW działki, na której stoi aquapark. W zamian za nią gmina miała objąć w spółce 99,7 procent udziałów. Według rejestru sądowego wciąż ma jednak tylko 25 procent. Pod koniec lipca VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego odmówił bowiem zarejestrowania transakcji podwyższenia kapitału zakładowego spółki. Nikt nie chce ujawnić dlaczego. Miasto złożyło do sądu zażalenie na tę decyzję. Jak twierdzą władze aquaparku, nie ma to żadnego wpływu na termin oddania inwestycji. Ale kiedy aquapark zostanie otwarty - tego wciąż nie wiadomo.

mich

Jak otwierano Wrocławski Park Wodny

1. Wrzesień/październik 2006 - pierwsza deklarowana przez InterSPA data uruchomienia inwestycji.

2. Św. Mikołaja lub Boże Narodzenie - kolejny wynegocjowany i deklarowany termin.

3. 5 stycznia 2007 - data ustalona w oficjalnej umowie pomiędzy miastem a InterSPA.

4. Po interwencji udzielającego kredytu banku InterSPA wskazuje datę 30 marca 2007 r.

5. Na posiedzeniu rady nadzorczej, na żądanie władz spółki WPW, niemiecki przedsiębiorca obiecuje kolejny termin - 1 czerwca 2007.

6. Nowe negocjacje i nowa termin - 1 lipca 2007 r.

7. Po odstąpieniu przez miasto od umowy o współpracy InterSPA deklaruje otwarcie aquaparku 14 sierpnia. Protokołu z tą datą do dziś nie podpisano.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4375986.html
Trio fletów prostych Flauto dolce

Polskie Towarzystwo Muzyki Dawnej w
Siedzibie Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki
Ul. Elektoralna 12 w Warszawie

Poniedziałek 21 maja 2007 r o godz. 18.oo.

Po koncercie spotkanie z wykonawcami

Wstęp wolny

PROGRAM

Flauto Dolce

Guillaume Dufay, XVw.Burgundia Hymn

Hymn

piosenka miłosna Bon jour, bon mois

Mikołaj z Radomia, XVw. Ballada

Heinrich Isaac, XV/XVIw. Carmen

anonim (z Innsbrucku?), ca. 1500r. Allemande

anonim, ze zbioru Pierre'a Attaignant, 1530r. Basse Danse

Orlando di Lasso, XVIw. Psalm V

anonim, tabulatura Jana z Lublina, 1540r. taniec Conradus

Juan del Encina, XVIw. Pedro

anonim, rękopis BJ 127/56 "połocki", XVIIw. Goniony

ludowe tańce bałkańskie Beogradjanka

Mista

według Oskara Kolberga, ze zbioru "Mazowsze", opr. Jacka Urbaniaka

Wysed Maciek

Żydowskie wesele od Guzowa i Rudy

Jacek Urbaniak Marsz

Wykonawcy-Trio fletów prostych Flauto dolce

Bartłomiej Swebodziński –flety:altowy, tenorowy, basowy, kierownik artystyczny,zapowiedź

Krzysztof Busk-flety: sopranowy, altowy

Konrad Wiśniewski -flety: altowy i tenorowy

Trio fletów prostych Flauto dolce powstało w 2005 roku w Warszawie z inicjatywy 3 studentów uczelni niemuzycznych: Bartłomieja Swebodzińskiego (psychologia), Krzysztofa Buska (filozofia) i Konrada Wiśniewskiego (biologia)- pasjonujących się muzyką dawną na flety proste. Instrument ten występuje w muzyce europejskiej od czasów średniowiecza. Jego rozkwit przypada na czasy renesansu, kiedy zespoły jednorodnych instrumentów tworzyły zespół zwany consortem. Consort fletów prostych składał się z instrumentów odpowiadających głosom ludzkim:sopran, alt, tenor, bas. Consorty mogły też być 3-głosowe, tak jak zespół Flauto dolce...

Młodzi muzycy postanowili muzykować dla własnej przyjemności kładąc akcent na utwory dawne. Z czasem odkryli, że i nowsza muzyka brzmi dobrze na fletach prostych. Zwłaszcza utwory taneczne, lekkie, mające związki z muzyką ludową, dowcipną i charakterystyczną. Kierownikiem artystycznym zespołu jest Bartłomiej Swebodziński.

Bartłomiej Swebodziński gra na fletach prostych od wczesnego dzieciństwa. Był członkiem zespołu Ars Antiqua z Bierzwnika (pow. Choszczno), obecnie gra z Zespołem Instrumentów Dawnych Ars Nova z Warszawy, a czasem z innymi warszawskimi instrumentalistami. W swym dorobku ma liczne koncerty krajowe i zagraniczne. Brał udział w różnych festiwalach muzycznych , zdobywając z zespołem Ars Antiqua liczne nagrody i wyróżnienia. Z obydwoma zespołami nagrywał płyty z muzyką dawną. Naukę w
zakresie muzyki dawnej poszerzał poprzez udział w warsztatach muzycznych prowadzonych w Bierzwniku oraz w Wilanowie. Jest aktywnym zawodowo psychologiem, specjalizującym się w neuropsychologii klinicznej.

Krzysztof Busk-student filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Pobierał nauki w Instytucie Szkolenia Organistów przy Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Przez kilka lat prowadził scholę. Na co dzień pracuje jako księgarz.

Konrad Wiśniewski-naukę gry na flecie prostym rozpoczął w Ogniskach Muzycznych WTM. Dalsze wykształcenie muzyczne zdobył w liceum muzycznym Stowarzyszenia "Missio Musica" w klasie klarnetu. Obecnie student Biologii i Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Aktualne zainteresowania badawcze - ekologia zwierząt bezkręgowych i historia opery.
Cytat: Zniknie Jazzga?
Jędrzej Słodkowski
2007-10-21, ostatnia aktualizacja 2007-10-21 18:52

Właściciele jedynego jazzowego klubu w Łodzi odbiorą dziś wypowiedzenie umowy najmu lokalu. Powód? Sąsiadce przeszkadza nocna muzyka.
Jazzga mieści się w podwórku przy Piotrkowskiej 17, od siedmiu lat prezentuje nie tylko jazz, zwłaszcza ten nowoczesny, ale również elektronikę, muzykę klubową i rockową alternatywę. Europejski poziom koncertów i imprez lokuje Jazzgę na topie wśród polskich klubów. Od kilkunastu miesięcy na koncerty nawet mniej znanych wykonawców przychodzą tłumy, do Łodzi ściągają warszawiacy, gdańszczanie, Ślązacy, a bilety trzeba rezerwować z wyprzedzeniem.

Dobra passa może się jednak wkrótce skończyć. - Kiedy zakładaliśmy klub, podległa miastu administracja Łódź-Śródmieście Nowe Miasto nie powiedziała nam, że od strony ul. Próchnika jest kamienica, która ma wspólną ścianę z nami - opowiada Aleksandra Knychalska. - Nagle rok temu zaczęła dzwonić do nas i na policję jakaś sąsiadka. Okazało się, że wprowadziła się do mieszkania w kamienicy przy Próchnika, zajęła pokój przylegający do Jazzgi.

Ekspertyzy wykazały, że ściany nie da się wygłuszyć. - Nie możemy dostosować się do warunków, jakie stawia administracja, i grać tylko do godz. 22 - tłumaczy Knychalska. - W październiku zamiast pięciu zaplanowałem dwie całonocne imprezy klubowe, żeby mniej przeszkadzać sąsiadce. Nie może spać do rana, jest zmuszona słuchać głośnej muzyki. Nieraz z nią osobiście rozmawiałam. Ostatnio zaproponowałam, że zapłacimy za hotel, ale strasznie na mnie nakrzyczała. I doskonale rozumiem, że chce spać we własnym łóżku. Nic innego jednak zrobić nie mogę.

Rozwiązaniem problemu jest być może mieszkanie, do którego sąsiadka mogłaby się przeprowadzić. - Administracja powiedziała nam, że takie mieszkanie jest. Przekazałam tę wiadomość sąsiadce. Odparła, że jej administracja mówiła, że na mieszkanie nie ma żadnych szans - mówi prowadząca Jazzgę. - Jeżeli mieszkanie by się znalazło, jesteśmy gotowi pomóc tej pani przy przeprowadzce, malowaniu, sprzątaniu. Przeprowadziliśmy w klubie remont w wakacje, chętnie przeprowadzimy drugi.

Czy remont Jazzgi pójdzie na marne? Administracja powiadomiła Knychalską, by dziś odebrała wypowiedzenie umowy najmu.

Z sąsiadką rozmawiałem telefonicznie. Nie zgodziła się na publikowanie jej danych i wypowiedzi.

Dla Gazety

Jacek Delong

saksofonista, szef Big Bandu Akademii Muzycznej w Łodzi, współzałożyciel Jazzgi

Nie wyobrażam sobie, że Jazzga mogłaby zniknąć, byłaby to wielka strata. To naprawdę jedyny klub w Łodzi, który ma w sercu muzykę jazzową. Istnieje już tyle lat, jest znany i lubiany w całej Polsce. Wszyscy o nim dobrze mówią. I Stańko, i te młode jazzowe zespoły.

Mikołaj Trzaska

saksofonista i klarnecista, najbardziej znany dziś polski muzyk free jazzowy

Takie miejsca na mapie Polski można policzyć na palcach jednej ręki. Chwalę się tym, że mam zaszczyt występować w klubie o takiej renomie! Niewiele jest miejsc, które prezentują świeże, nowe zjawiska w muzyce. Muzyce różnej. Ja akurat przyjeżdżam do Jazzgi, by brać udział w kreowaniu współczesnego jazzu, który nieustannie fermentuje. Brak Jazzgi spowodowałby, że w Łodzi zabrakłoby muzyki dla wymagającego, poszukującego słuchacza. Jeżeli ten klub padnie, rozbiorę się i walnę Rejtana w tej bramie! To nie może się stać!

Wojciech Mazolewski

basista, lider Pink Freud i Bassisters Orchestra

Znam Łódź, przyjeżdżam tu od dawna, gram z moimi flagowymi zespołami. I widzę, jak to miejsce niesamowicie się rozwija, jak przyjeżdżają coraz ważniejsi i ciekawsi muzycy. Jazzga była najpierw miejscem o zasięgu lokalnym, potem ogólnopolskim, europejskim, aż wreszcie - światowym! Nie można zamykać takiego klubu z powodu protestów jednej osoby. Takich rzeczy nie robi się nigdzie na świecie! Ważny jest spokój tej pani, ale miasto jest zobowiązane pomóc w tej sytuacji. Bo ludzie, którzy prowadzą ten klub, nie robią tego dla siebie i swoich trzech przyjaciół. Robię to dla całego miasta, a także dla całej Polski! Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek miał czelność podnieść na nich rękę.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Oby jednak udało się dogadać... Ten klub nie może zniknąć, tym bardziej w perspektywie walki Łodzi o Europejską Stolicę Kultury...
AKIKAZE-AQUARIUS’04
Ten piąty krążek w dorobku Pepijna Couranta zbiera nagrania zrealizowane podczas sesji robionej zimą 1989/90 w rodzinnym holenderskim Groningen a wydaną w 1990 roku na MC. Pepijn zmiksował i na nowo nagrał te stare kompozycje w 2001 roku ale dopiero dzięki pomocy Eric’a Snelders’a wydano z nimi 3 lata później CD. Koncepcyjnie zawartość płyty inspirowały dynamiczne zmiany w 20 wieku i wizjonerskie poematy Williama Blake’a. Wstępem Fin De Siecle I –Storm Cloud stara się uszlachetnić swe nagrania tworząc wrażenie artystycznych poszukiwań elektroniczną fugą w stylu Bacha. Ale już Crisis wskazują jaka będzie zawartość właściwa albumu- delikatne dźwięki zestawione z łomocącą perkusją. Te opozycje np. World Of War gdzie ciekawy nostalgiczny wstęp zastępują szybki loopy na przemian spokojne i dynamiczne, kontynuuje w kolejnych kompozycjach. Najciekawiej jak dla mnie brzmi berlińska suita Sunrise In Futuria z tym że daleko tej płycie do znakomitej „In High Places”. Ale polecam.
FUCHS URS-FIELD OF VISION’04
Obok Fuchsa na tej płycie pierwszoplanową rolę odgrywa Helmut Zerlett, którego unikalnym stylem gry na fortepianie zachwycił się Urs, który zaproponował mu nagranie wspólnej płyty. Zaprosili do studia paru specjalnych gości m.in. Heilheckera i Kagermanna i w cztery tygodnie stworzyli to dzieło jako swoisty prezent na 40 ste urodziny Fuchsa w 1996 roku. Materiał przeleżał 8 lat aby jak dojrzałe wino ujrzeć światło dzienne w 2004 roku. Już Sixty Answers To Thirty Three Questions ukazuje oblicze tego wydawnictwa –to muzyka instrumentalna wysokich lotów. Tu mamy piekne, rozmarzone granie z gitarą i żeńską wokalizą na pierwszym planie oraz dodaniem saksofonu, wibrafonu tworząc niesamowite, nostalgiczne rozleniwienie. Tę metodykę stosuje w kolejnych utworach by w Max Quincy dać upust metafizycznej impresji na flet i fortepian, repryzie pierwszego tematu. Choć można by tu odnaleźć typowe New Age (Mystic Dance) ogólnie to jednak muzyka instrumentalna, idealna na koniec na odsłuch do chwytania ostatnich promieni odchodzącego letniego słońca. Polecam.
KAMAL - MISTRAL’94
Wkładka straszy że wykorzystano we wszystkich nagraniach Audiologic Psycho Acoustic Processor. Jak czytam takie rzeczy delikatnie mówiąc z rezerwą wrzucam do odtwarzacza taką płytę...Ale to przecież urodzony w Niemczech, Australijczyk Kamal więc to tylko takie zmyłki że niby kolejny nawiedzony szaman New Age. Sporo na tej płycie asocjacji z Contemporary Jazz (brzmienie gitary basowej, saksofon sopranowy, wokalizy –sztandarowy przykład utwor tytułowy). Ale generalnie króluje delikatne, spokojne i ładne New Age serwowane w bardzo smaczny sposób. Na końcu (Within A Rainbowed Sea) przez dłuższą chwilę słuchamy szumu morza ale co to w porównaniu z GENE, którzy wydając dwa podwójne wydawnictwa CD dwie płyty oddali na zapis fal oceanu... Szczerze polecam.
MR. LEE –EARTH DYE’08
Krzysztof Okrojek, jeden z finalistów Day Of Electronic Music Cekcyn 2008, wydał debiutancki krążek zawierający siedem kompozycji. Ktoś mniej zorientowany móglby nazwać to el popem gdy tymczasem te kryteria spełnia jedynie lżejszy No Dance. Reszta ma wyraźnie cechy ME z wyższymi aspiracjami. Mój ulubiony Teothiuacan doczekał się przeróbki z wzbogaceniem aranżacji m.in. o wokalizę i wytłumiony bit z pozostawieniem oryginalnego zrębu utworu ale szczerze jakoś przyzwyczaiłem się do surowizny wersji pierwotnej. Ogólnie słucha się bardzo dobrze, to profesjonalne granie więc szczerze polecam.
NEW COMPOSERS-DELTA PLAN’04
Z początku brzmi to jak rasowe el aż tu nagle głośny chillout swoja drogą znakomity (White Island) . I ciąg dalszy właśnie jest taki ;lekkostrawny, wpadające w ucho, chwytliwe melodie. Z tym że od Today's Weather zaczyna się jakby druga część płyty gdzie w wprowadzającą niesamowitą błogość dźwięki wprzęgnięto lekcje języka rosyjskiego dla obcokrajowców co daje hipnotyzujący efekt. Dlatego polecam.
PAR EXAMPLE (Ton Haring &Eric Van Baaren)-PHAROS’04
To archiwalne nagrania nieistniejącego holenderskiego duetu Ton Haring ,Eric Van Baaren, zrealizowane w kwietniu i maju 1989 roku na analogowych instrumentach bez użycia jakichkolwiek komputerów, do których Quantum Records jako odkurzonych taśm demo powróciło w 2003 roku wydając je na tymże CD. Flarepath to melodyjne noisy el –ściana dźwięków, łomocząca perkusja, wszystko to jednak ma ciekawą fakturę. Cometary Impulse to przypływy i odpływy bogatych w ornamentacje ambietowych dźwięków przechodzących w rozmazaną melodię przekształcające się w porywające, znakomite postprogresywne granie w stylu Marillion z czasów Fisha. Niestety suita Pharos rozmywa bardzo pozytywne wrażenia. Zdaje się że panowie nie mieli za bardzo pomysłu i ambientowo rockowe rozważania nużą.
ROGIER-FROM THE SHADOW OF THE SUN’04
Te nagrania zebrane z lat 1998 – 2003, które Holender Rogier Van Gaal (rocznik 1973) zdecydowanie na myśl przywodzą syntezatorowo fortepianowymi pasażami okraszonymi wstawkami orkiestrowymi patetycznym nastrojem najsłynniejszego Greka wsród el muzyków Vangelisa. Trudno tu mówić o pastiszu bardziej Rogier jest wiernym uczniem mistrza i trzeba przyznać że robi to znakomicie choć próbuje wylamać się z tej konwecji poprzez choćby, niepotrzebnie, dodanie techno bitu (Into The Mountains). Wszyscy vangelisomaniacy do których i ja się zaliczam będą wniebowzięci. Tym którzy lubią zgrabne melodyjne granie w pamiec na pewno wbija się znakomite Closer To The Truth Part 2, Himalaya Mountains, Dream...Gorąco polecam.
STEARNS MICHAEL & SUNSINGER RON & ROACH STEVE-KIVA’95
Dla Stearns’a sięgnąłem po tą kolaborację gdzie indiańskie śpiewy wspomagane etnicznymi instrumentami okraszone na przykład potężnymi uderzeniami basu przypominającymi apokaliptyczne gromy tworzą podniosły, patetyczny nastrój. Im dalej w las tym coraz bardziej odważnie z tej muzyki wydziera etno ambient. Polecam jako tło do nocnych obserwacji a szczególną moją uwagę zwrócił East Kiva (Calling in the Midnight Water) gdzie mamy sporo syntezatorowych zawiesin idealnie wpasowujących się w mroki muzyki z Blade Runner.
SHANTI OLIVER-SHAMAN 2’00
Dziś 60-letni Oliver Shanti czyli Ulrich Schulz karierę muzyczną rozpoczął jeszcze w latach 60. XX wieku, jako nastolatek grając na gitarze w portowych ulicach powojennego Hamburga. W wieku 14 lat udał się do Paryża a później na Karaiby. Mieszkał też w Amsterdamie, Berlinie, Kalifornii oraz Północnej Afryce. Śpiewał w klubach nocnych oraz zajmował się różnymi pracami na swoje utrzymanie. Na początku lat 70. organizował koncerty muzyki folk. Zaprzyjaźnił się też ze znanym szkockim artystą Donovanem. Po muzycznym festiwalu w libańskim mieście Baalbek zafascynował się muzyką orientalną. Postanowił zniknąć z życia publicznego i lata 1973-1980 spędził w indyjskiej dżungli nieopodal rzeki Ganges. Odnaleziony przez przyjaciół powrócił do Europy i do pracy na scenie muzycznej.Razem z dźwiękowcem Veitem Waymanem, multiinstrumentalistką Margot Vogl-Shanti otwiera wytwórnię muzyczną SATTVA Music. Pierwszą produkcją była płyta Frieden Shanti Peace. W późniejszych latach wydawał kolejne płyty. Jego najbardziej znane Tai Chi, Well Balanced, Alhambra osiągnęły ponad 100 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Tworząc muzykę opierał się na osiągnięciach etnicznych muzyków z różnych stron świata. Jego wytwórnia współpracowała z takimi artystami jak m.in. Rick Wakeman oraz Gandalf. W 2002 roku wyszło na jaw, że jest podejrzany o molestowanie seksualne 116 dzieci w tym 5 ciężkich przypadków. Muzyk zniknął ze swojej portugalskiej posiadłości i od tej pory ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości. Niemiecka policja z Monachium wystawiła list gończy oferując 3000 EUR. nagrody za informacje. 29 czerwca 2008 roku został aresztowany w Lizbonie w Portugalii... Ta część jest duża ciekawsza muzycznie bo to luźne wariacje na tematy indiańskie z dużą ilością recytacji z indiańskich rytuałów a sam krążek to apel o uwolnienie jednego z przywódców indiańskiego ruchu oporu. Generalnie Shanti robił dużo lepsze rzeczy...
VERDEAUX CYRILLE & XOLOTL BERNARD-PROPHECY’81
Xolotl oprócz muzyki el znany jest z zainteresowań buddyjską kulturą Tybetu, mitologią Majów i Azteków co przelewa na osadzone w tym kręgu wizji obrazy, które często są zarazem okładkami jego płyt a poza tym bawi się w fotografię i pisanie. Verdeaux to bardzo interesująca postać-człowiek, który już w wieku 14 lat rozpoczął naukę w prestiżowym Francuskim Konserwatorium Narodowym w Paryżu, aktywny uczestnik wydarzeń 1968 roku, twórca jednej z najbardziej znaczących francuskich kapel rocka progresywnego Clearlight który nagrywał dla Virgin, zwrot jego zainteresowań muzycznych nastąpił w 1979 roku po tragicznej śmierci 4 letniego synka-oddał się podróżom po świecie zatrzymujac się na dłużej w Indiach gdzie olśniła go joga, medytacja oraz i tradycyjna muzyka- od tej pory zainteresowały go syntezatory i muzyka instrumentalna. W naturalny sposób skrzyżowały się drogi obu tych twórców zainteresowanych tymi samymi obszarami muzycznymi. Wszystko nagrano na Teac 3440, okazjonalnie wykorzystano Prophet 5 i systemy Zeta czyli syntezator gitarowy. Jak przystało na tamte czasy to surowizny w onirycznej oprawie – dziwna okładka ( praca Xolotla) sprawiają że mam wrażenie że ta muzyka to jakiś substytut grzybków halucynogennych. Jeśli coś zwraca moją uwagę to zajmująca dużą część płyty suita tytułowa.

**********************************************************************
Archiwalia part I
CZERNIAWSKI IGOR –GONE’92. Autor, Rosjanin osiadły w Polsce jest bardziej znany jako projektant sukcesu zespołu Aya RL. Jego solowa płyta to ciekawy melanż tradycyjnej el jak i ambitne próby zmierzenia się z muzyką symfoniczną. Warto mieć choćby dla niesamowitego Holocube. (8.08/10)
DANCING FANTASY-DAY DREAM’95 chilloutowe ciepłe klimaty na plażę (8.05/10)
D.I.D.- ASTRONOMIA’93 zdaje się, ze nasz rodak Benny Augustyniak wysmażył wydawnictwo ciut monotonne ale mające parę fajerwerków (7.98/10)
ELECTRONIC REVIVAL-PRZEBUDZENIE’07 2 cd Bardzo ciekawy debiut duetu Marcin Chmara, Tomasz Florek. Łączą tradycyjne brzmienie elektroniki z gitarą elektryczną ( takie polskie Axxess-Maxxess) okraszając to nowymi brzmieniami. Polecam szczególnie utwór otwierający to dwupłytowe wydawnictwo pt. Ucieczka (8.06/10)
HERTEL MIKOŁAJ-SŁOWIAŃSKI ODCIEŃ’06 Zaskakująco dobra płyta. Od kilku lat Hertel przynudzał tu zaskakuje zwyżką formy. Rewelacyjny Good Morning Mr Sergei. Nota byłaby wyższa gdyby nie piosenkowe wstawki. (8.02/10)
HOLOGRAM-SIÓDMA KOMNATA NIEBA’01( z mc) Włocławska kapela grająca BS w starym dobrym stylu. (8.13/10)
JOLLIFFE STEVE-POLAND’06 (8.1/10) i SUNYA BEAT(Baltes, Heilheker,Grosskopf)-JELENIA GORA SESSIONS’05 (8.12/10) świetne reminiscencje z Ricochetu.
LABRADFORD- E LUXO SO’99 dość nietypowa el muza (7.95/10)
Mocne zaskoczenie -świetne płyty które zmieniają mój Top tego wykonawcy -OLDFIELD MIKE-VOYAGER’96 (8.85/10), OLDFIELD MIKE-GUITARS’99 (8.48/10)
PERON CARLOS-BAKER’S BARN’96 najbardziej znany jako członek Yello na debiutanckim Solid Pleasure po którym poszedł własną drogą równie nietypowej elektroniki (7.93/10)
SANJIVA-RADIANCE’98 elementy orientalnego dalekiego wschodu z nową elektroniką (8.46/10)
SLONIKER MARK –TRUE NATURE’90 smoth jazz na sax na pierwszym planie(7.95/10)
niedoceniany Grek tworzący niesamowicie piękne pejzaże za pomocą gitary i delikatnych pokładów syntezatorowych czyli SPHEERIS CHRIS –CULTURE’93 8.01
SPHEERIS CHRIS-DESIRES’94 8.50/10
SPHEERIS CHRIS & VOUDOURIS PAUL-EUROPA’95 8.2
SPHEERIS CHRIS-EROS’97 8.38
Bardzo rzadka rzecz czyli VOLLENWEIDER ANDREAS-EINE ARTZTE SUITE IN XIII TEILEN’79 (8.03/10) zaskakująca fanów jako że wiodący instrument to przeważnie...fortepian!
Dostało mi się ostatnio sporo smaczków więc po kolei - Kilka lat temu kupilem płytę Every Moment Counts artysty ukrywającego się pod pseudonimem Arno. Płyta ciekawa na tyle aby z radością upolować jego kolejne 3 krążki i...zbyt wielkie oczekiwania albo rzeczywiście udała mu się tylko jedna płyta goda uwagi.
Najbardziej znanym naśladowcą brzmień i stylu Vangelisa jest Frank Van Bogaert, podpora Groove Unlimited. Wpadły mi w ręce wreszcie brakujące albumy czyli Closer(04) i Nomads(06). Closer wmieszał w pompatyczne dźwięki m.in. chillout i bity transowe ale wiele tam znakomitych smaczków z Vangelia lat 70-tych. Nomads zaś rozczarowuje -jak na Franka słabe i nijakie.
Ron Boots to zasłużona postać el muzyki tworząca od początku lat 80 tych ciekawe i mniej ciekawe kompozycje a zarazem zasłużony propagator tej muzyki i współwłaściciel najbardziej znanego sklepu z nią czyli Groove Unlimited. W 2000 roku jako "80s Box" pojawił się zestaw 6 CD gdzie 5 pierwszych płyt zbierało wydania kaset magnetofonowych a szósty zawierał pewne ułamki z samplerów, składanek itp. I te właśnie wydawnictwo czyli Odds & Ends zdecydowanie jest najmocniejsze w tym boksie. Świetne melodie i sekwencje pozwalają umieścić mi ją w pierwszej piątce najciekawszych Bootsów. (Moja ulubiona to BOOTS RON & AERTS KEES & HEJIDEN ERIC VAN DER -BAH! LIVE IN SWEDEN’98 ).
Biological Events -L.i.f.e. M.o.r.p.h.i.n.g. to propozycja Ralfa Pauli z 1995 roku. Autor oprócz tego projektu zaznaczył się także jako Numixxx w remiksach utworów el z czego najbardziej znany jest dynamiczna wersja płyty "Heaven & Hell"-Software jako "Software As Hardware" (95). I właśnie stały członek tego duetu Michael Weisser pomógł mu przy ambitnej próbie łączenia ambientu z techno. Słucha się tego ciekawie, choć słychać że artyście brakuje trochę do wielkich el muzyki. Ale polecam.
Oficjalne DVD Oldfielda Live At Montreaux z koncertem z 1981 roku. Szeroka paleta jego twórczości - od Tubular Bells po Platinum. Udział Maggie Reilly dodaje całości kolorytu
Jestem po lekturze Code Indigo czyli duetu stworzonego z udziału dwóch tuzów ME -Roberta Foxa (wszystkie płyty oceniam na minimum 8/10) i Davida Wrighta którego Walking With Ghosts to jedna z najciekawszych płyt tego nurtu. Jednak ani Chill ani Time Code nie powaliły mnie. Realizacja perfekcyjna jednak coś im brakuje. Nużą po dłuższym czasie.
3 płyty w duchu około nju edzowym. Gandalf (Heinz Strobl) to
artysta nierówny ale konsekwentny w swym wydawniczym uporze. Trafiła do mnie
jego koprodukcja z niejaką Galadriel (Pippa Armstrong) w postaci krążka
Shining (1985). Początek jest oszałamiająco świetny (Breathing part 1, It's
a new life, The eternal stream, The shining) dopóki swego ulotnego głosiku
nie objawi nasza Pippa która a) jest jeszcze zapewne dziewicą b) powinna
startować w Szansie Na Sukces...melodie są całkiem przyzwoite ale delikatnie
mówiąc ów wokal na poziomie przyśpiewek z Radio Maryja nadaje całości
odrobinę "dekadencji". No cóż gdyby tak Jon Anderson zechciał na to rzucić
okiem....Jeśli chodzi o wokale to i tak prym u Gandalfa wiedzie Tracy
Hitchings na To Our Children's Children która jest całkowicie niestrawna.
Ale i tak warto dla tych kilku melodii.

Bruno Reuter czyli Karunesh ma na swym koncie Sounds Of The Heart i Colours
Of Light które są dla gatunku tym czym Ricochet czy Oxygene dla el. Ale
później zbłądził pod medytację a ostatnio pod muzykę World. Jeśli ktoś lubi
indyjskie tamburyny, piszczałki, sitry i bollywodzkie zawodzenia wymieszane
czasem z trance to polecam: Global Village i Joy Of Life (06).
SCHULZE KLAUS-JUBILEE EDITION #16 Nightwind Studio, 1973Minuet Studio,
1973Signs of Dawn Studio, 1973Phonetisches Plakat Studio, 1979Study for
Brian Eno Studio, 1970 Study for Philip K. Dick Studio, 1972 German
Interview with KS in 1979
jedna z najciekawszych płyt z Editionów. Szczególnie elektryczne organy
zNightwinda i gitara w Minuecie.
SCHULZE KLAUS-JUBILEE EDITION #17 Dans Un Jardin Concert, 1979 Faster Than
Lightning Concert, 1979 Study for Terry Riley Studio, 1971
Niestety nudy. Nawet Faster w manierze Time Actora
SYN -SOUND TRAVELLER (02) To moje pierwsze spotkanie z tym "berlińczykiem".
David T. Dewdney robi NBS idealnie naśladujący stare, dobre brzmienia lat 70
tych czyli coś dla fanów Redshift czy Arcane. Słucha się
wyśmienicie -Soundwave Traveller to Berlin z domieszką Space Music,Freefall
imitacja brzmień TD z początku lat 80 tych z psychodelicznym zakończeniem,
Sonus (Part 3) dynamiczny NBS. Warto.
TANGERINE DREAM-INFERNO(DVD)'06
najciekawsza muzycznie według mnie interpretacja prze Froese, Dantego. Fajne
dodatki - jak przygotowywano koncert i o oszałamiających kostiumach dla div
udzielających się wokalnie. Ale ogólnie dla hard fanów.
VOLLENWEIDER ANDREAS-MAGICAL JOURNEYS(DVD)'06
Panowie w pewnym wieku mają ciągoty zrobienia czegoś na sale koncertów
symfonicznych (Schulze -Totentag, Froese -Divina Comedia, Vangelis-Mythodea)
i dołączył do nich Vollenweider. Płyta DVD bowiem zdominowana jest przez
orkiestrowe Tales Of Kira Kutan i Wolkenstein które jak żywo przypominają
hollywodzkie OSTy, ale mamy też smaczki - Cosmopoly i przede wszystkim
tokijski koncert z 1987 roku z trasy Down To The Moon - ten polecam
szczególnie -zmienione aranżacje, nieznane utwory.
PYRAMID PEAK-RANDOM EVENTS'00
It's Alive!!! Uważałem że główna gałąź muzyki el jaką jest szkoła berlińska
drepcze w miejscu -czasem zdarzały się płyty wywołujące przyspieszone bicie
serca aż wreszcie ...FISH'N'LOVE'(01)'06 -świetne ale jedna jaskółka wiosny
nie czyni , HIMALAYA'93 coraz ciekawiej ale nie ma co chwalić dnia przed
zachodem słońca no i w końcu ta płyta... duet Axel Stupplich i Andreas
Morsch to zdecydowanie najlepsza kapela tego gatunku. Nawet Arc pozostał w
tyle. No ale przecież Axel także solo jako Axess jest fenomenalny.
SUMMERS ANDY-MYSTERIOUS BARRICADES'87
Basista The Police w ciekawych, niekonwencjonalnych pejzażach muzycznych
łączących styl Pata Metheny z ambientem. Ciekawe
SCHULZE KLAUS-JUBILEE EDITION #18 Verblüffe sie! Studio, 80s Seltsam
Statisch Studio, 1983 Kompromisslose Invention studio 80's Maxxi studio 1985
Utwór drugi z mojej ulubionej sesji Drive Inn świetny do samochodu, trzeci
idealnie przypomina szaleństwa Schnitzlera, a czwarty kojarzy mi się z
serialową muzyką typu Mc Gyver.
ART OF NOISE –WHAT HAVE YOU DONE WITH MY BODY, GOD?’06
Czteroczęściowa rzecz dla fanów Art Of Noise – zespołu grającego komercyjną elektronikę w latach 80 tych ( obok takich wykonawców jak Hammer, Faltermayer). Mają na koncie choćby doskonałą In Visible Silence a obecnie odcinają kupony od starych czasów robiąc różnego rodzaju mixy remiksy starych wpadających w ucho nagrań. Ten box to świetna podróż w krainę ich niespotykanych dźwięków i zarazem gratka dla tych którzy zespołu nie znają. Polecam.
BANABILA -LIVE MIX ’06
Działający od 1983 roku holenderski artysta Michel Banabila specjalizujący się w nowej elektronice w 2005 roku zaprezentował się polskiej publiczności w Gorlicach. Efektem tego występu jest wydany przez Requiem Records zmiksowany zapis tego wydarzenia. Nie jestem miłośnikiem nowych brzmień ale ta płyta poraża świeżością. Bardzo dobra rzecz.
KATER PETER & NAKAI R. CARLOS-NATIVES’92
Spotkało się dwóch panów –jeden dmucha w fujarę drugi brzdąka w piano. Dla zagorzałych fanów wytwórni Narada i Davida Lanza. Mnie odrzuciło...
SCHULZE KLAUS-KONTINUUM’07
Po wołających o pomstę duplikatach tego samego brzmienia latach 90 tych Klaus odżywa. Ładna, stonowana płyta pełna melancholii i nostalgii. Warto.
SKRZEK JÓZEF-LA TEMPETE’07
Skrzek ma swój niepowtarzalny moogowy styl. Tylko czy to wada czy zaleta? Jak dla mnie ciekawa płyta ale nic nie wnosząca do tego co już Skrzek w temacie el stworzył.
BIOSPHERE –AUTOUR DE LA LUNE’04
Jansen cieszy się dużym kultem wśród wyznawców ambientu – nurtu zawieszonych w przestrzeniach dronów, które u mnie zamiast egzaltacji najczęściej wywołują ziewanie...Co ciekawe, oczywiście Substratę uważam za kamień milowy tego gatunku ale za najciekawszą uznaję debiutancką Microgravity okraszoną mocno trance i nową elektroniką. Co do rzeczonego krążka ów minimal ambient tworzący co paradoksalne, rozbudowane struktury przypadł mi do gustu. Janssen wraca do formy.
RICHARD BURMER-INVENTION’92
Moje pierwsze spotkanie z tym zmarłym w zeszłym roku muzykiem czyli On Third Extreme (88) nie było zbyt zachęcające. Ale zawsze należy dać wykonawcy drugą szansę. I tak natrafiłem na ten krążek który okazał się wart grzechu. Pod koniec Burmer trochę przynudza ale większość płyty to ciekawe, dopracowane melodie z domieszką Space Music. Warto
CENTRAL EUROPE PERFORMANCE-BREAKFAST IN RUINS’89
Projekt Udo Hanten’a i Albin’a Meskes’a ( to oczywiście panowie z duetu You) zgromadził wiele ciekawych nazwisk: bębniarz związany z el muzyką Harald Großkopf, perkusista jazzowy Frank Mevissen, gitarzysta hard rockowy Ralf Aussem i inni. Materiał gromadzi wybór materiału z trzech radiowych koncertów (m.in. jeden dany dla rozgłośni DFF w ostatnich dniach istnienia NRD). To bardzo nietypowa a przez to arcyciekawa jak dla mnie rzecz. Awangarda wsparta eksperymentem okraszona melodyką brzmi niesamowicie nośnie i interesująco. Co dość zaskakujące zespół ma na koncie tylko to wydawnictwo mimo że istnieje do dziś. Obecnie przygotowują się do koncertu którego tytuł mówi wszystko „Qatsimania-The Music Of Philip Glass Performed By CEP”. Polecam
ANDYMIAN – SCARECROW PASSION OF SURVIVAL’07
Ten kolejny koncept album Andrzeja Mierzyńskiego zainspirowany został spektaklem plenerowym zaprzyjaźnionego z nim teatru "między innymi". Senno marzycielske dźwięki Andymiana znane z poprzedniej płyty o deszczowym królu doczekały się kontynuacji. I znowu ascetyzm brzmień połączony z minimalizmem ozdobników opowiada historię o mistyczno przyrodniczych wątkach. Szczególnie polecam piękną suitę Wind - Ruse and Coolness.
DEGÓRSKI JAROSŁAW-DREAMS’03
DEGÓRSKI JAROSŁAW-GLOBAL’02
Jarek to dla mnie ewenement. Najpierw poznałem jego osobiście podczas pierwszego EW a dopiero teraz po 3 latach wpadły mi w ręce jego płyty. Wcześniej jakoś nie spodobała mi się jego kompozycja na Tangram Sampler vol 2 ale za to energetyzująca dawka muzy podczas jego występu na drugim EW i świetne otwarcie na CES powodowały moją ciekawość. No i ? Dreams co słychać wyraźnie pokazuje „rozdarcie Degórskiego między twórczością el głownie w stylu NBS a rytmami trance i rave. Co bardzo interesujące to bardzo twarda, mocna i zdecydowana muzyka opierająca się niejednokrotnie o ostrą gitarę elektryczną (Tejchman) - nie użyczysz tu zbyt wielu subtelności i tu tkwi siła przekazu tej męskiej elektroniki. Spodobało mi się !
Wcześniejszy o rok Global wyraźnie wskazuje że w Jarku przeważała jeszcze tradycyjna elektronika ale pojawia się już kilka kompozycji nowych gatunków spod znaku techno.
W tych rzeczach spod znaku klasyki zadziwia niesamowity potencjał twórczy. Świetny Laserap a zwłaszcza chodzący za mną wciąż fenomenalny Transsampler. Szkoda, trochę zamazują obraz całości wstawki ala techno.
SHREEVE MARK –IN CONCERT EMMA FESTIVAL MARCH 12TH 1994 THE ASSEMBLY ROOMS, DERBY (DVD)
Dalej staram się zgłębić tajemnice o co chodzi z tą popularnością Shreeve’a? Tym razem także za pomocą wizji. To jakaś zgrywka z VHS co widać po białej linii u dołu od zagiętej taśmy. No cóż głośno, krzykliwie i... czasami świetnie i to nawet bardzo ale trochę za mało tu subtelności a dużo łomotu. Ale dla fanów gratka. Oczywiście The Stand też jest.
ANUGAMA-SILENT JOY’87
Ukrywający sie pod tym pseudonimem Werner Hagen stworzył tą muzykę gdy New Age sprzedawało się na pniu czyli w okresie prosperity tego nurtu w latach 80 tych. Ale dzisiaj fletnie pana okraszone dość monotonną muzyką polecić można tylko wytrwałym.
DISJECTA-CLEAN PIT & LIT’96
Przedziwna muzyka. Nowoczesna elektronika z metalicznymi barwami spod znaku IDM z wplecionymi subtelnościami ambientu. To solowy projekt Mark’a Clifford’a z Seefeel. Wciąga.
JOLLIFFE STEVE-BRUTON SUITE’86
Jolliffe ma na swym koncie naprawdę świetne rzeczy. Ale to radzę omijać łukiem. Okładka i tytuł wskazuje na dzieło klasyczne. I rzeczywiście. Na przemian mamy utwór smyczkowy lub kawałek na gitarę klasyczną. Te ostatnie są jeszcze w miarę ciekawe. Ale ogólnie niestrawne.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-MYŚLOWY BAŁAGAN’07
Bałagan nagrań. Jakoś nie potrafię dociec klucza wyboru tych nagrań z bardzo różnych brzmieniowo okresów u Komendarka. Coś na kształt Best Of.
WOJTOŃ MARIUSZ –NIEBA’07
Wojtoń reklamuje tą pozycję, drugą w jego dorobku jako muzykę relaksacyjną. No cóż, nie wiem czy mroczne, pełne niepokojącej głębi odgłosy industrialnego ambientu można zaliczyć do DEGÓRSKI JAROSŁAW-HOLOGRAM’94
DEGÓRSKI JAROSŁAW-OPOWIESCI Z KRAINY FANTAZJI’95
Początki Jarka. Noisy el jak to nazywam. Hmm to jeszcze nie to co lubię.
ELEKTRONICZNY WOODSTOCK 2006
Ricochety? Dajcie sobie spokój posłuchajcie TEGO! Fenomenalny krążek pierwszy zawiera jamy –moja ulubiona kompozycja to Linia Czasu. Krążek drugi to panowie w solowych odsłonach. Maxi ambientowy Bociński, berliński Kucz (ciekawa parafraza Stuntmana Froesego), tradycyjno transowy Degórski itd. Z tym ze to itd. Równie świetne a nawet fenomenalne. Jazda obowiązkowa.
NAMLOOK PETE & SPYRA WOLFRAM-VIRUAL VICES 5’06
Po Orphan Waves mogłem spodziewać się takiej płyty. No i widać że idee Der Spyry przeważyły stąd więcej tu jazzu w stylu Metheny’ego niż wyciszonych brzmień mellotronu. Ale to właśnie w tym siła tego wydawnictwa –niekonwencjonalność. Warto.
SPACE-MAGIC FLY’77
SPACE-DELIVERANCE’77
Funky z żywym rytmem perkusyjnym na tle mellotronu. Tak można streścić to co dzieje się na tych płytach które w lekki, dyskotekowy sposób podają kolejne melodie. Druga płyta z przewagą piosenek ale oczywiście najbardziej znana ze względu na przebój Magic Fly jest płyta pierwsza. Marouani solo zrobił potem olbrzymią karierę w ...ZSRR. Szczerze mało strawne ramoty.
PROPAGANDA-OUTSIDE WORLD-VIDEOS’02 (DVD)
ZTT Tumb było wytwórnią w której w niczym naczyniach połączonych przelewały się pomysły na nowoczesne brzmienia syntezatorowe między popowym Frankie Goes To Hollywood, elektronicznym Art Of Noise i postnoworomantyczną Propagandą. Ta ostatnia najbardziej znana z przeboju Dr Mabuse ma w swym dorobku zaledwie trzy hity video. Ale jakie. Płyta zawiera po dwie wersje teledysków do Dr Mabuse ( czarno biały w manierze gotyckiego kin Murnau’a, kolorowy studyjny ) Duel (chińska dzielnica, chińksa dzielnica z dymkami komiksowymi) i videoclip do P.Machinery plus tzw. TV commercials do tych singli. Jak dla mnie bardzo smakowity kąsek.
REDSHIFT-FAULTLINE –HAMPSHIRE JAM 2 FESTIVAL, LIPHOOK, HAMPSHIRE, ENGLAND, 9TH NOVEMBER 2002’07 (DVD )
Właściwie to nic nowego pod słońcem bo zapis wideo tego koncertu znany jest jako bootleg. Sprawnie zrealizowane z kilku ujęć z tym że treściowo ot ciekawy berlin ale żeby nie wiadomo co - to nie.
COSMIC BABY- THINKING ABOUT MYSELF’94
COSMIC BABY- FUTURA’95
Z tym wykonawcą związana jest pewna mistyfikacja. Otóż jego płyta Heaven (98) była na tyle podobna do stylu JMJ że sprytni fałszerze wypuścili ją jako unikalne wydanie nowego dzieła JMJ –Age Of Silence (98) z tym że na okładce podano błędnie nazwisko Francuza Jean MichAel Jarre. Nadal wielu ludzi nabiera się sądząc że to JMJ. Nie na darmo przytaczam tą historię albowiem jestem oczarowany tym jak znakomicie imituje choćby TD. Harald Bluechel swobodnie porusza się po elementach trance połączonych z mocną, odważną el w zanurzoną w melodyjnej melasie ciekawych kompozycji. Pierwsze elektroniczne zespoły które Bluechel odkrył to były TD i Kraftwerk stąd sample Musique Non Stop wplecione w Tao 2000, idealna podróbka krótkich form TD z lat 80 tych (Treptow) a nawet wybiegnięcie w przyszłość TD i coś co nazwałbym Inferno Continues czyli typowe tangentyzowane brzmienia połączone z prawie operowymi śpiewami (Movements In Love, Transformations). Obie płyty znalazłyby się w Generatorze w dziale 79% tradycji i obie są świetne. Gorąco polecam.
OLDFIELD MIKE-EARTH MOVING ‘89
Produkt wyraźnie nakierowany na rynek USA bowiem słychać tu typowo amerykański rock z lat 80 tych typu Reao Speedwagon czy Chicago. Takie sobie.
KOMPUTER -E.P.’96(12’’)
KOMPUTER-LOOKING DOWN OF LONDON’96(12“)
KOMPUTER-VALENTINA’98(12”)
Jeśli ktoś mnie spyta kto jest moim ulubionym naśladowcą Kraftwerk bez namysłu odpowiem : Komputer. Duet Simon Leonard i David Baker tymi 3 epkami poprzedził duży debiut czyli World Of Tomorrow(98) na którym zresztą pojawiły się niektóre z tych kompozycji ponownie (Valentina, Looking Down On London, We Are Komputer). Wszystkie melodie to zręczna podróbka panów z Dusseldorfu ocierająca się nawet o plagiat (Neon Licht a Oh Syntetiser). Ale warto.
ELEKTRONICZNY WOODSTOCK 2007 SYNTEZATOROWE IMPROWIZACJE KRUSZWICA 2007 – (2 CD)
ELEKTRONICZNY WOODSTOCK 2007 SYNTEZATOROWE IMPROWIZACJE KRUSZWICA 2007 –(DVD)
Na CD jakoś nie rozpoznaję materiału z koncertu finałowego. Ale za to mamy mnóstwo nowoczesnej el muzyki. Zdarzają się liryczne wstawki (Track 6 dysk 2) lub mocno rozbujane rytmy ( Track 11 – dysk 1) ale generalnie jest grane tak że nie mogę rozpoznać kto jest kto. Nadal podtrzymuję że trzeci Woodstock najmniej mi się podobał na scenie i na płytach także.
Na DVD niespodzianka. Zdjęcia Piotra „Millenium” Sułkowskiego. Co do wizji także miła niespodzianka. Profesjonalnie, z kilku różnych ujęć a nie tak jak w 2005 roku statycznie jedną kamerą czyli nudnie dla oka. In minus kiepski nośnik. Coś mi nie chce odpalić w stacjonarnym DVD. Muzycznie najpierw zapis jamów - całość zdominowana przez brzmienia ukochane ostatnio przez Komendarka i Jarka Degórskiego. Czyli trance i techno. Potem solowe występy (ale nie w całości), Neriousa (akurat to co zagrał z „Pejzaży”), Bocińskiego (jak dla mnie dość zaskakujący bo mało ambientowy), Adama Mr Smok Bórkowskiego (ciekawe) Kucza (berlińsko) nowa posatać na festiwalu, Ola Bryl dosyć dziwnie filmowana od tyłu (jakoś na koncercie bardziej mi się widziała jej muza) Degórskiego (za mało dynamicznie jak dla mnie) i Komendarka ( też nie dla mnie).
SUNYA BEAT-DELHI SLIDE’99
Świetny krążek Gora Sessions z polskiego Ricochetu skłonił mnie do poszukiwań innych dokonań trio Baltes, Heilheker,Grosskopf. I zaskoczenie. Mój ulubiony kawałek z koncertu w Jeleniej czyli Gora Slide to...zdynamizowany kawałek tytułowy z tej płyty. Jest różnie. Głównie orientalne brzmienia z indyjskim instrumentarium w tle których słychać przesterowane gitary. Mamy także interesujące śpiewy wplecione w eksperymentalną muzykę (zasługa Grosskopfa - Across The Borderline). Szkoda najdłuższego ponad 17 minutowego kawałka Hanuman Suite, After River, Carmeliter gdzie znakomite początkowe parę minut grzęźnie w mieliznach jazzowych dyrdymałów.
DEGÓRSKI JAROSŁAW-WYKRADAJĄC SNY’96
DEGÓRSKI JAROSŁAW-PULSACJE’00
Wykradając Sny to trzecia kasetowa propozycja Jarka sprzed lat. Krótkie formy, jeszcze nie za bardzo interesujące ale coraz ciekawsze choćby przez użycie monodeklamacji. Po 4 latach wydał swój pierwszy krążek Pulsacje. I tu już słychać i dopracowanie i inteligentne melodie. Polecam zwłaszcza Firewalk otwierający płytę.
TABOR RADOSTI-LAMAT’06
Kolejny wykonawca związany z tegorocznymi Gorlicami. Przedziwny czeski twór. Przez moment brzmi bardzo oryginalnie gdzie IDM łączy się z dark ambientem w splotach wokalnych w stylu Type O’ Negative czyli coś jakby satan hard rock co po jakimś czasie męczy. Nie jest tak do końca to horror bowiem muzyka bywa momentami wielce interesująca (np. Synové Světla ). W sumie na tak.
TIMMAN JOHAN-TRIP INTO THE BODY( AUDIO WORKS)’81
Holender Timman po tym jedynym albumie (jest jeszcze singiel Close Encouters Of Third Kind) zamilkł ale ponoć nadal tworzy w swym amsterdamskim JAT Studio i odgraża się że wyda nową płytę. Wędrówkę z mózgu do kolejnych składników organizmu (krew, komórki, antyciała itd.) odbywamy w oparach tradycyjnych brzmień syntezatorów analogowych wzbogaconych automatem perkusyjnym i wokoderem. Przypomina to trochę Cold Wave i pop syntezatorowy z tamtych lat w melodyjnej oprawie. Świetne jest zwłaszcza The Lungs a całość przypomina tematyką kreskówkę „Było sobie życie”, którą namiętnie ogląda mój prawie 5 letni syn. Klasyczne granie w koncepcyjnym zamyśle, które pozostaje na dłużej w pamięci –zdecydowanie polecam.
XOLOTL BERNARD-LAST WAVE’82
Dość zimne, pełne wewnetrznego smutku dźwięki wprowadzają nas w nastrój tej płyty. Pojawia się sekwenserowanie w wysokich rejestrach a wszystko to unurzane w nadal raczej posępnym nastroju. Im dalej w las to glissandowe granie z minimalistycznymi ozdobnikami i pochodami muzycznych fraz w zmiennych tonacjach coraz bardziej wciąga. Jest w tym jakaś wewnętrzna żałość, smutek idealnie korespondująca z listopadowym popołudniem... Zwieńczenie to znakomite wyciszone SM z piękną poświatą zadumania i przejmującą partią skrzypiec. Bardzo dobra rzecz-gorąco polecam.
FERVANT THIERRY-BLUE PLANET’84
Bardzo interesująca melodyjna propozycja gdzie słychać pokłosie modnego wówczas nurtu popu syntezatorowego (Fervant zdecydował się nawet na piosenki – pierwszy utwór Alien i wieńczący płytę utwór tytułowy zrobiony w manierze soft rocka). Bardzo ładne, miłe dla ucha granie z przemyślaną intencją aranżacyjną i ciekawymi brzmieniami. Niewymuszone a zarazem interesujące co często nie idzie w parze. A co ważne od początku do końca nie nuży i słychać w tym nawet swoisty koncept. Szczególnie wyróżniłbym Reflection gdze świetnie współbrzmią smyczki wprzęgnięte w kosmiczne parabole przypominające Jarre’a z Oxygene. Szczerze polecam.
LAZAROV SIMO-NATURE’85
Zaskakuje otwarcie żywcem wzięte z Kitaro: strumyk, odgłosy ptaszków i wchodząca w to odmienna od Japończyka słodka melodia z mooga. Całość to melodyjne, lekkie granie w przebojowej oprawie co mnie trochę zaskakuje. Tematy łączą się tu w dwie prawie 20 minutowe suity a swoistą stałą jest oszczędność formy co niekoniecznie jest zarzutem albowiem Lazarov nie stara się usidlić słuchacza feerią efektów tylko solidnym graniem. Druga część ma charakter wchodzący w eksperyment i słychać tu dalekie echa Tomity.
WOLLO ERIK-SILVER BEACH(REMASTERED VERSION 2005)’86
Norweski artysta Erik Wollo obchodzi w tym roku 25 lecie pierwszego krążka... Na dzień dobry melodyjne el z etno wpływami potem nadal tupiemy nóżką w rytm melodyjnych ale minimalistycznych w konstrukcji kompozycji. Wollo na tej płycie oddaje się tworzeniu barwnych muzycznych krajobrazów w konkretnych, bez ambientowych niedomówień utworach, które mimo to dają pozór pewnej zwiewności choć można mniemać że są w nich echa tradycyjnego rocka i instrumentalnej muzyki ilustracyjnej. Rzeczywiście te dźwięki idealnie nadawałyby się jako soundtrack do filmu dokumentalnego np. o życiu jakieś dużej metropolii. Niepotrzebnie reedycji na CD dodano najpierw dwa (1987) a potem pięć (2005) nowych utworów które wyraźnie odstają od pierwotnego materiału i mocno ciążą ku jednostajnym strukturom ambientu. Warto –naprawdę polecam (z wyjątkiem nowych rzeczy).
SYNCO-85-89’89
Ten duet powstał w 1985 roku i nagrał wspólnie 6 albumów. Nazwa to skrót od Synthetiser Cooperation. Frank Klare i Mirko Luthge zebrali na tej płycie nagrania z lat 1985-1989. Sporo tu świetnych odniesień do Klausa Schulze (Mysterious Invention I) ale głównie to oparte na rytmice melodyjne granie tyle że w oprawie szkoły berlińskiej. Każdy miłosnik el muzyki znajdzie tu coś dla siebie.
SABRES OF PARADISE-SABRESONIC II’95
Ciężka do sklasyfikowania płyta. Na początek prawie nju ejdżowe w miękkich barwach Smoke Belch II z wpadającym w ucho motywem zaś już po chwili Inter Lergen Ten Ko II przypominający sprzężeniami gitary rodzime dokonania Bel Polipo,a transowym podkładem perkusyjnym temat z MI zrobiony przez panów z U2 a wszystko z dodanym bepopowym wokalem! Te przedziwne melanże m.in. dub w melodyjnym sztafażu (znakomite Edge 6) nadają całości płyty dużej świeżości. Dominuje oprawa techno w stosunku do której zespół wytwarza miękkie przetłoczenia, delikatne, piękne barwy. Genialnym przykładem jest druga wersja Smoke Belch II rozciągnięta do prawie 13 minut gdzie rave’we tło zestawiono z dźwiękami fagotu i sekcji smyczkowej jakby żywcem wyjętych z muzyki klasycznej. Fenomenalne! Ostatnio opisywałem zespół Seefeel który równie nowatorsko podchodził do elektroniki a zapomniałem wspomnieć o cesze łączącej wiele znakomitych płyt NE z wysp brytyjskich - labelu Warp Records specjalizującym się w odkrywaniu nowych, bardzo interesujących wykonawców eksperymentuących w dziedzinie el muzyki. Warp Records założył w Shieffiled w 1989 Steve Beckett a pierwsze płyty dystrybuował z pożyczonego samochodu. Dość szybko odnieśli komercyjny sukces. Bez żadnej promocji dostali się na listę przebojów singlem LFO-LFO który rozszedł się w nakładzie 130.000 egzemplarzy. Przez wydawnictwo przetoczyli się m.in. Aphex Twin , Autechre, B12, Ritchie Hawthin, Alex Paterson z Orb, Boards Of Canada. The Sabres of Paradise istniał zaś w latach 1993-1995 i początkowo (pierwszy album Sabresonic) korzenie ich muzyki wyrastały z acid music zaś później mocniej skierowali się w stronę dubu i rave. Założycielem grupy był charyzmatyczny DJ Andrew Weatherall do którego dołączyło dwóch inżynierów dźwięku; Jagz Kooner i Gary Burns. Wydali wspólnie 5 płyt a po rozpadzie grupy Weatherall razem z Keith Tenniswood’em stworzył Two Lone Swordsmen, zaś Kooner i Burns dokoptowali do The Aloof. Bardzo dobra rzecz, będę szukał ich pozostałych albumów i tylko mogę powiedzieć, że szkoda, że Pete Namlook nie nagrał z nimi wspólnej płyty...
VOORBOGT JOHNNY- PEARLS’99
Belgijski wykonawca Voorbogt gra takie naiwne el, raczej bez wyrazu czyli głębi w którą można się zasłuchać. Brzdąka bardziej pod grillowe party choć czasami zdarza mu się mnie zaciekawić pod względem melodyki (Back Home, Cathedrals, Night-Radio, Universe). Może jestem bardzo surowy ale nie o to chodzi w el muzyce aby grać poprawnie warsztatowo ile o stworzenie pewnego klimatu. A tu tego odnaleźć nie mogę. Najlepiej to obrazuje kawałek Views sztampowe umpa umpa.
SUDEKUM FRANK-VIRTUAL WAVE’01
Niemiecki programista a z zamilowania milosnik el muzyki Frank Sudekum (1959) gra typowe berlińskie pasaże i sekwencje gdzie znajdujemy np. świadomie odwołania do Exit czy Tyger Tangerine Dream (Kant Park). Ale jest też sporo bardzo dobrej, twórczej muzyki gdzie szkoła berlinska rozkwita ( Freitagnacht, suita Virtual Part zwłaszcza Flight). Im dalej tym więcej ciekawej muzyki więc mogę polecić ją jak dotąd jedyną jego produkcję.
TRANSCEIVE(Steve Nelson)-INTRIGUE’01
Ten projekt Steve Nelsona reklamuje się jako Brit Synthrock w stylu Shreeve’a. I rzeczywiście oprocz tego że obaj panowie to Anglicy to Nelson tworzy energetyzujące, pełne mocnych rozedrganych dźwięków z syntezatora klimaty bez wtrętów techno czy trance wpasowujące się w dokonania Shreeve’a. Nelson zrealizował swe pierwsze profesjonalne kawałki na początku lat 90 tych a że wówczas pracował w studio nagrań miał możliwość korzystania z natenczas najlepszego sprzętu nagrywającego. Stały się one trzonem debiutanckiej płyty Transformation 88:98. Te zaś utwory dojrzewały w latach 1997-2000 z użyciem całej gamy syntezatorów i wirtualnych instrumentów. Szczerze zainteresował mnie tylko początkowy Bygone Daze a potem już obojętnieję w kakafonii dźwięków...Ciekawostka –pseudonim wiąże się z aktualnym zajęciem Nelsona. Jest wiceprezesem firmy produkującej przekażniki USB do ethernetu.

**************************************************************************

Archiwalia Part VI

BIONIGHT-AFTERPOST 2001’02
Po wyśmienitej debiutanckiej Egoheart przyszła kolej na poznanie kolejnej pozycji w dyskografii tego włoskiego duetu. I może nie powala ten tytuł na kolana ale słucha się go z przyjemnością. Zwraca uwagę choćby wpadające w ucho, rytmiczne SaturdayDown, a wszystko w sekwenserowym sosie, polecam też lekko mroczne, tajemnicze a na pewno wyciszone Evolution Dawn.
DEGÓRSKI JAROSŁAW (YAREK) –NOC NA ZAMKU’08
To swoista reedycja tytułu, który Jarek Degórski własnym sumptem wydał w zeszłym roku, a którą żegna się z el sceną odchodząc w stronę muzyki spod znaku techno/trance. Nie wiem na ile na tą decyzję miały wpływ wydarzenia po Elektronicznym Woodstocku 2008, jak dla mnie niesmaczne, ale znając Jarka charakter nie rzuca słów na wiatr. Czwarta odsłona wydawnictwa Generator jak przy poprzednich płytach powala mnie stroną graficzną. Tutaj ukłon w stronę Michała Karcza, który dba o wizualną część tej serii od pozycji numer 1. Od strony muzycznej – punktem wyjścia dla tej płyty jest występ podczas OLA w 2007 roku, który Jarek dał na zaproszenie Andymiana –Andrzeja Mierzyńskiego. Dwa pierwsze kawałki to znakomite berlińskie klimaty – La Orkestra sięga po stylistykę trance’ową a drażni mnie w niej jak i na Ambient II nadużywanie sampli językowych, które mocno już Degórski eksploatował na poprzednich krążkach. Niepotrzebnie – Jarek jest do nich zbyt przywiązany nie omieszkał nawet znowu wykorzystać tekstu mówionego przez Cate Blanchett w Lord Of The Rings (The world is changing. I feel it in water...etc) co już zrobił na płycie „Global”.... Degórski prezentuje bardzo interesujący set w charakterystycznym dla siebie przestrzennym sekwenserowaniu z pogłosem niesamowicie brzmiący zwłaszcza na słuchawkach, grając jak zwykle elektronikę twardą, bez zabawy w subtelności. Na koniec pojawia się mój ulubiony „Degór”, który pierwotnie otwierał pierwszą odsłonę projektu Contemporary Electronic Soundscapes ( wkrótce trzecia część) czyli Misja na Marsa –przearanżowana straciła trochę swój lwi pazur pierwowzoru - pewno mam takie odczucie przyzwyczajony do starej wersji. Ogólnie muzyczne pożegnanie z el nurtem jak najbardziej godne polecenia.
FROESE EDGAR- AMBIENT HIGHWAY VOL. 2’03
Marek Jaworski wiedział że brakuje mi w kolekcji ta część cyklu Froesego. Więc gdy ją zdobył w audio niezwłocznie mi przysłał jej kopię. Tak po prostu...Dzięki Marku – jesteś wielki! Dzięki także za pozostałe rarytasy! Co do AH część 2 to rozpoczyna ją jeden z moich ulubionych solo kawałków Froese czyli temat ze Stuntmana. Potem jest różnie ale ogólnie te przeróbki na cyfrowe zabawki jak dla mnie tracą duszę oryginalnych form. Dla kolekcjonerów.
HERTEL MIKOŁAJ-ARPEGGIO’08
Po ostatniej płycie Hertla, „Słowiański odcień” wróciła mi nadzieja na to, że ten artysta wydawać będzie jeszcze znakomite pozycje. Tu mam wrażenie, że Hertel odkrył, niestety, brzmienia trance, które jak dla mnie, mało pasują do jego lirycznego sposobu układania muzycznych opowieści. Może trochę przesadzam, bo dawkuje je niezbyt natrętnie ale trochę mi one przeszkadzają. Treściowo typowe hertlowskie minimalizmy ze wskazaniem na sympatyczne el „Seledyn” i „Głos intuicji”.
KUCZ KONRAD-RAILROAD PATHS’08
Hmm rozumiem, że artysta ma prawo do takich rzeczy ale...Jeśli „Bezkresne łąki” stały się zrębem dla wydanego przez Requiem Records „Soporusa” to jeszcze to zrozumiem ale dlaczego nastawiony na coś nowego wkładając płytę do odtwarzacza jako Path 1 słyszę skróconą o 3 minuty wersję Track 1 z „Tracks”?! Path 2 to wydłużone Track 6 a Path 5 to nic innego jak niezmienione Track 7... Na dobitkę bonus czyli Robotic Missions mieliśmy już okazję usłyszeć na samplerze CES I i na zbierającej niewydane kuczowskie ułomki „Raw Materials”...Czyli na placu boju pozostaje jako nowe niecałe 22 minuty muzyki. Path 2 też mi brzmi znajomo, (ha ha) nie będę już orał pozostałej dyskografii Konrada więc choć o nich parę słów. Świstający dźwięk wprowadza nas w sekwencję ozdobioną tak, że rzeczywiście pasuje do tytułu płyty przypominając ruch lokomocyjny, pędzącej trakcji parowej. Oszczędna, prawie ascetyczna forma ale wciągająca oprawa i tu cios. Wpleciono w utwór Track 5. Wrrr....Czy Path 5 też coś wykorzystuje z wcześniejszych nagrań Konrada? Entree ma formę opływowego ambientu z odgłosami uderzających o szyny kół pociągu by w końcu usłyszeć rozruch maszyn i ostre, jak na najlepszych lat TD, sekwenserowanie z najpierw odległymi zabawami oscylatorami a potem solówką na syntezatorze by gładko przejść następnie w typowo kuczowskie subtelne, klimatyczne granie ala „Babie Lato” by znów dokonać wolty w stronę głównego tematu kończąc..oczywiście kolejną reminiscenxją z „Tracks”... Ogólnie to bardzo dobry krążek bo ...”Tracks” to świetna płyta! Ziemowit Poniatowski dziwi się, że te płyty cieszą się głównie powodzeniem u zagranicznych odbiorców. Ano sprawa jest prosta. Więcej NOWOŚCI! Oni tego nie znają, więc kupują - ja i wielu innych el fanów słucha to od lat. Choćby „Sounds Like Pictures” Zawadzińskiego, które jest już historią polskiej el (2001 rok wydanie własnym nakładem sił). I tyle.
SPYRA DER-GASOLINE 91 OCTANE’08
Der Spyra nie zwalnia i tą płytą właśnie rozpoczyna kolejny tryptyk, tym razem benzynowy. Typowe dla niego granie z rytmem nadawanym przez spokojną perkusję i spokojnymi pasażami w tle. Szczególną uwagę przykuwają: dynamiczniejsze Operation PPG czy spokojne Treskow Bridge a na finał kolejna, przebojowa przeróbka Future Of The Past w wersji EleKtriK. Tak naprawdę trudno mi wyróżnić jakiś utwór –Spyra jest doskonałym rzemieślnikiem i zdziwiłbym się gdyby jego kolejna propozycja była poniżej jakiegoś poziomu. Koniecznie.
CREATE-LOST ON AN ISLAND OF ADVENTURE’08
Steven Humprhies to poprawny rzemieślnik i jakoś nie spodziewam się rozkwitu jego talentu. I tu gra poprawny, niezbyt jak dla mnie wciągający NBS. Dla fanów.
EMMENS GERT –THE NEAREST FARAWAY PLACE VOL.1’08
A to już zupełnie inna bajka. Emmens gra niby to samo jak Create ale jak to robi! Znakomita, przykuwająca uwagę melodyka i aranżacje, wiele zmiennych powodujących że te nagrania nie nużą. Weźmy choćby Part 4 typowy sekwenserowy Berlin z ciekawym wprowadzeniem nie zapowiadającym wcale tego nurtu i takimże tłem. Każdy z utworów ma inne od rozwinięcia intro głównie w ambientowej oprawie które przekształca się w krwiste granie. Najpełniej rozmach NBSu granego przez Emmensa oddaje 16 minutowy utwór Part 6, świetna kompozycja nawiązująca do klasyki a zarazem wiele wnosząca świeżego powiewu do tego gatunku. Bardzo dobra płyta szczerze polecam.
FANGER THOMAS & KERSTEN MICHAEL-ELEKTRIK MASSAGE’08
Od ostatniej płyty tego duetu minęło 8 lat (Splashdown) bo Fanger z Kerstenem jako Mind Flux to inna bajka, więc z dużym zainteresowaniem sięgnąłem po ich nowy krążek. Na dzień dobry zaskoczenie –ambient medytacyjno leczniczy(Salt tank). Gentle waves to fajne rytmiczne brzdąkanie. Night cruisers wreszcie przynosi loopy i kosmiczne dźwięki z żywym trance’owym rytmem. Z bardziej opływowym ambientem mamy do czynienia we wstępie Moon roads przechodzącym w świetny NBS. Myślę że nikt się nie zawiedzie. Polecam.
NATTEFROST-TRANSFORMATION’08
Moje drugie spotkanie z tym projektem to najnowsza ich propozycja. I co tu dużo mówić –radość mnie ogarnia gdy trafia w moje ręce świetna komercyjna ME. Dźwigną wydawnictwa są dwa przebojowe kawałki „A path less followed” i „Perfectly connected” z przestrzennymi loopami. Szybkie rytmiczne granie gdzie pozorny spokój wprowadza tylko Kopenhaachen to wywołująca dobry nastrój wpadająca w ucho melodyjne elektronika myślę że większości słuchaczy przypadnie do gustu.
RAINBOW SERPENT –LIVE @ LIPHOOK 2007’08
Nie wiem dlaczego ale ta formacja zawsze nasuwa mi na myśl skojarzenia z Redshift – szczerze nie wiem dlaczego... Jak zwykle bardzo dojrzałe, mające nawet aspiracje artystyczne (Twelve Celli) granie. Co ciekawe, wychodzą z tego obronną ręką tworząc wartość dodatnią w muzyce elektronicznej. Dużo znakomitego sekwenserowania i gościnny udział Schoenwaldera . Uważam, że jak na razie to najciekawsza pozycja tego roku. Gorąco polecam.
VOLT-HJVI’08
Z czterech wcześniejszych propozycji tego duetu jakie znam wyróżniłbym debiutancki Far Canal, potem bywało raczej niemrawo tymczasem to wydawnictwo częstuje mnie już na początek bardzo dobrym NBS w postaci Primaeval. Atavistic zaczyna się ambientowo by przejść do rasowego sekwencyjnego grania z ciekawym prowadzeniem gitary i interesującą aranżacją. Signals oparto na sygnałach alfabetu Morse’a a znakomicie rozwinięto w rasowy berlin. Extinction to zaś kolejny przyczynek do nazwania tej płyty najlepszą w dorobku Michaela Shipwaya i Steve Smitha. Polecam.
DWANE MARK-2012'07
Dwane tworzy elektronikę z czasów poszukiwań nowych form wyrazu z lat osiemdziesiątych. Sporo tu nieskomplikowanych melodii i odrobinka sięgania do tradycji sekwenserowania ale głównie to bardzo indywidualny, ciekawy styl. Słucha się tego dobrze, nie ma tu jakiś rewelacji ale przyzwoite, rzetelne granie. Mój ulubiony fragment to marzycielsko-leniwy rozmarzono letni Ascension. Czemu nie?
NATTEFROST-ABSORBED IN DREAMS AND YEARNING’06
Płytę tą Duńczyk Bjorn Jeppesen tworzył przez cały rok 2005. A efekt tak wydłużonej sesji z Nattefrost Studio? To drugi a pierwszy dostępny na szerokim rynku album tego wykonawcy którego debiutanckie nagrania wydane tylko w Danii zwróciły uwagę Groove Unlimited. The Battle that lasted Eternally już tłumaczy dlaczego zaczęto mówić o Nattefrost jako twórcy szkoły Skandynawskiej. Szczęk bitewny broni żywcem wzięty z wikingowskich epopei przechodzi w znakomitą sekwencję. Bardzo ciekawie brzmi też dwustopniowa ballada Valhal czyli kolejne sięgnięcie do mitologii czcicieli Odyna. Ciekawie zaaranżowane i zinstrumentalizowane są wszystkie utwory. Bardzo dojrzała pozycja utwierdzająca mnie w przekonaniu o dużym talencie Jeppesena. Koniecznie.
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-BLACKER’07
To niezwykle płodne jeśli chodzi o koncertowanie i albumy, trio płytę Blacker zarejestrowało podczas występu w The Brudenell Social Club w Leeds w lipcu 2005. Dubly to charakterystyczne dla nich gitarowe granie oplecione udziwnionymi dźwiękami This is Scenery? Wprowadza nas w BS. Króciutki No Bones to tylko wstęp do udziwnionego opartego na brzmieniach psychodelicznej perkusji Enormodome przechodzącej w sekwencję a następnie znowu w eksperymentalne granie. Jak zwykle specyficzne i sam nie wiem czy warte polecenia.
RICH ROBERT-MUSIC FROM ATLAS DEI’07
Film Atlas Dei, ponoć nielinearna opowieść o cudach naszej ziemi to wspólne dzieło Richa (dźwięk 5 kanałowy surround) i Daniela Colvina odpowiedzialnego za obrazy w HD ukazujące się na ekranie. Ten film użył Rich jako tło podczas ostatniego tournee. Dotarła do mnie jak na razie tylko muzyka, a to głównie nowe rzeczy plus remiksy starszych kawałków. Jako pierwszy moja uwagę przykuwa oparty o brzmienie fujarki z lekką sekwencją w tle zamyślony Mythos po którym następuje wspaniałe space music w Starmaker. Do końca króluje ambient oprócz Terra Meta gdzie fortepian, fujarka i sekwencje splatają się w pięknej kompozycji podobnej do Mythos. Ciekawe, udowadniające że jak chce to jeszcze może...
SEIFERT ERIK-A TRIP TO NEBULA CLUSTER’05
Obowiązkowa płyta dla jarromaniaków. Seifert wprost (Before Lift Off) lub zaowalowanie (Acceleration) cytuje Oxygene. Otacza to świetnymi, melodyjnymi kompozycjami (A Trip To Nebula Cluster) z czasem popada trochę w banał ale ogólne wrażenia stawiają według mnie tą płytę na piedestale jeśli chodzi o dokonania Seiferta. Polecam
WOLLO ERIK –ELEVATIONS’07
Norweg Wollo to człowiek orkiestra gra - sam na syntezatorach gitarze i perkusji. Na tej jak na razie ostatniej produkcji zrealizowanej w latach 2004-2006 prezentuje więcej elektroniki niż na ambietowej Polar Drones. Chociaż ten przystępny fiordowy ambient się jeszcze pojawia (Elevation, Skyskape, The Land of Birds) to jednak zanurza słuchacza głównie w spokojnym nastrojowym graniu. I tu mą uwagę przykuwa przepiękne liryczno patetyczne The Wanderer i brzmiące trochę jak dubel tego numeru Arrow of Time, pejzażowe Sphere - Into The Dream, przebojowy Novalis. Słowem naprawdę warto.
BLUECHEL HARALD(COSMIC BABY)& DEYLEN VON CHRISTOPHER(SCHILLER)-BI POLAR’04
Cosmic Baby to jeden z moich ulubieńców sięgnąłem więc po jego kolaborację ze znanym w środowisku techno Schillerem. Obaj panowie przyjaźnią się ze sobą i razem stworzyli oprócz tego jeszcze drugi album Mare Stellaris. Na tym krążku są dwie ich kompozycje Budapest – Bukarest i Kreuz Des Südens a reszta to przeróbki znanych standardów. Nie wiem jak ocenić tą płytę nie popadając w pustosłowie typu genialne, niepowtarzalne...po prostu dwóch profesjonalistów wysmażyło dzieło perfekcyjne. Zacznijmy od ich własnych kompozycji. Świetne aranżacje, niepowtarzalny klimat, zero nudy... Klasyk z XIX wieku Erik Satie doczekał się dwóch przeróbek – niezapomniane Gymnopédie No. 1 uwspółcześniono i uwypuklono liryczność tego kawałka, po serii zaś formułek po francusku i angielsku typu poproszę kartę dań mamy wejście sekwencji i wersję Satie’ego na fortepian tego evergreenu, zaś Gymnopédie No. 3 zamyka płytę. Zaskoczeniem jest wzięcie na warsztat kolejnego oldies but goldies czyli Summertime George’a Gershwina –znany fortepianowy motyw otulono syntezatorową mroczną zawiesiną by w końcu treść utworu rozpisać na cyfrową technikę. Fenomenalna aranżacja. Struggle For Pleasure to rzecz Wima Mertensa, el muzyka kolegi obu panów, subtelna, spokojna melodia z ciekawym wykorzystaniem wiolonczeli i zmodulowanego wibrafonu, z rytmicznym zakończeniem, kolejna wielka sprawa. Departure z filmu Gattaca, kompozycja wybitnego współczesnego ilustratora filmowego Michaela Nymana ( ścieżki dźwiękowe do obrazów Greenewaya, czy Fortepian Jane Campion) doczekała się skocznej, wpadającej w ucho przeróbki, paradoksalnie biorąc pod uwagę niewiele decybeli w muzyce Nymana...A na deser mega hit –czy Philipa Glassa wybitnego minimalistę można zmaksymalizować? Poczatek Etoile Polaire wziętego z plyty North Star dość wierny oryginałowi przekształca się w pełną mocy sekwencję z mocarnym uderzeniem basu ale nadal intymno liryczną woalką. Dla mnie –arcydzieło.
DWANE MARK-SIRIUS LINK’04
Do tej pory ten wykonawca wydał 9 albumów z czego miałem przyjemność poznać 4. Na tej tematycznej płycie opartej na założeniu,że na rozwój czlowieczeństwa w nas miały lwiopodobne istoty z Syriusza. Jak zwykle opowieść snuta jest za pomocą dość specyficznego stylu z tym, że w bardzo przystępnym, przebojowym opakowaniu (The Sirius Link, Lion People i zdecydowanie najpiękniejszej na płycie-letniej impresji Legend Of The Dogon). Całość jest wysmakowana, perfekcyjnie zaaranżowana, jak zwykle dużo tu pięknej gitary ( Dwane’a podstawowe narzędzie twórcze) naprawdę warto zapoznać się z całością. Gorąco polecam.
O’HEARN PATRICK –TIMELESS A NATIONlAL PARKS ODDYSEY’02 (DVD)
Najczęściej tego typu muzyce towarzyszą cudne obrazy przyrody. I jakże by inaczej skoro ta nie poskąpiła w USA w ich Parkach Narodowych miejsc zapierających dech w piersiach. O’Hearn współpracuje tu ze znanym fotografikiem Davidem Fortney, który epatuje nas przepięknymi widokami w formie najczęściej filmowania zdjęciami poklatkowymi i z wysięgnika. Parki narodowe w USA maja niezwykłe walory i urodę i wykraczające poza ludzką wyobraźnię, przyrodnicze dziwy sprawiają, że jest na czym oko zawiesić. Muzycznie O’Hearn sięgnął do swych już znanych nagrań oraz zremiksował kilka –wszystko w swym charakterystycznym stylu mieszania ambientu, New Age i ME. No cóż nawet mój 4, 5 letni syn oglądał z zainteresowaniem zadając wiele pytań...Warto.
ROACH STEVE& LAZUR STEVE-TIME OF THE EARTH’01 (DVD)
Mroczno tajemniczy ambient Roacha wymagał specyficznej oprawy wizualnej. Pobawiono się trochę zmierzchami i nocą nad obiektami przyrodniczymi po czym wkroczono do meritum czyli pokazywania widoków zwietrzałych gór skalistych, skalistych brzegów morza itd... widoki niczego sobie a muzycznie jak to u Roacha nie za bardzo...
ROGUE ELEMENT-PREMONITION’04
Duet tworzą nie wymagający chyba przedstawienia Brendan Pollard i nieznany mi Jerome Ramsey. Płytę nagraną między październikiem 2002 a grudniem 2003 w angielskim Radial Velocity Studio nazwana retro niespodzianką 2004 roku. Rzeczywiście panowie sięgają do rdzenia szkoły berlińskiej czyli brzmień lat siedemdziesiątych wykorzystując oryginalne analogi z tamtych lat. Najzgrabniej jak dla mnie wychodzi to na Beyond Cerberus. Mnóstwo cytatów z klasycznego TD. Nie jest to twórcze ale słucha się dobrze.
SEIFERT ERIK-THRUST AVIS’04
To właściwie debiut Seiferta zrobiony dla SynGate. Tytułowa kompozycja odpływająco kosmiczna z lekkim zacięciem new age przechodzi w spokojną interesująca melodię. Potem bywa różnie (ciekawe Earthview z brzmieniem z Vangelisa i lekką, delikatną melodią). Zaskakuje czysto nju ejdzożowy Butterflies Dance i wykorzystujący dźwięki z The City Vangelisa -Cosmonautic Dream. Ogólnie ciekawie i dobrze zagrane
BANFI BAFFO-GALAXY MY DEAR’78
Giuseppe Banfi to legenda włoskiej elektroniki. Najpierw grał w kapeli Un Biglietto per l'Inferno ale odszedł od niej gdy został powołany do wojska. Wtedy to rozpoczął solową karierę wydając w 1978 roku Galaxy My Dear w małej specjalizującej się w jazzie wytwórni Red Record. A że jego mentorem el muzycznym, co słychać już częściowo na tej płycie był spotkany w 1975 roku podczas trasy koncertowej Un Biglietto per l'Inferno Klaus Schulze, który miał być producentem drugiej nigdy nie wydanej płyty tej grupy, nic dziwnego że kolejne krążki sygnowane są już przez IC Schulze’a. Banfi tak naprawdę zrealizował jeszcze 2 płyty - Ma, dolce vita w 1979 i nieznaną mi Hearth z 1981 roku. Co ciekawe reedycji na CD Galaxy My Dear doczekało się z dodanym jednym utworem dopiero w 2005 roku, zaś CD „The sound of southern sunsets” to żadna nowość tylko Ma, Dolce Vita plus jeden bonus i dwa kawałki z Hearth...Banfi wycofał się w 1981 roku z muzyki i zajął się produkcją video w swym mediolańskim studio co robi zresztą do dzisiaj. Na jego debiucie dostajemy porcję sympatycznych analogowych dźwięków. Cóż mogę rzec? Naprawdę wartościowe nagrania z ciekawym zabiegiem sekwenserowania prawie bez linii basu. Bardzo nteresująca płyta –żadna imitacja tylko prawdziwa retro elektronika. Polecam.
CERTAMEN-ARCHEOLOGIA I’97
Początki Certamena zamieszczone tylko na MC w końcu też na CDR. Szczerze to brzmi to jeszcze mocno amatorsko choć równie dobrze część odpowiedzialności można zrzucić na archaiczny sprzęt. Dużo np. automatu perkusyjnego, który mi przeszkadza...Niekoniecznie.
GARRISON MICHAEL-ECLIPSE’82
Garrison jest muzykiem jak dotąd, wstyd przyznać, mało mi znanym gdyż mam tylko jego Images z 1986 roku. Tymczasem był płodnym artystą debiutującym w 1979 roku płytą “In the Regions of Sunreturn” i swoistym pionierem i ikoną amerykańskiej elektroniki. O jego reputacji niech świadczy fakt że kiedy zmarł w 2004 jego przyjaciel Craig Padilla wydał płytę składankową na jego cześć To the Sky and Beyond the Stars--a Tribute to Michael Garrison gdzie swój hołd chciało oddać na tyle wielu wykonawców że płyta rozrosła się do podwójnego krążka i 156 minut muzyki. A są tam głównie niepublikowane nagrania takich tuzów jak Redshift, Jonn Serrie, Axess, Gert Emmens, David Wright , Paul Lawler, Mario Schonwalder, Detlef Keller, Dom F. Scab, Paul Nagle, Andy Pickford, Rudy Adrian, Brendan Pollard, Remy, Akikaze, Stephen Parsick, Klaus Hoffmann-Hoock itd....Niestety wersja CD albumu Eclipse zawiera tylko stronę A oryginalnego wydawnictwa zaś 4 nagrania (około 15 minut) ze strony B zastąpiono nowym materiałem. Nagrania ze Snowcrest Studio otwiera słynne Departure, które jako sygnał rozpoczynający niemiecką audycję o muzyce elektronicznej Schwingungen, wybrał Winfrid Trenkler, postać porównywalna do naszego Jerzego Kordowicza. Ten syntezatorowy trucht z chwytliwym refrenem zapada rzeczywiście w pamięć. Po nim zaś mamy inny hit tego wykonawcy czyli Airborn – najpierw chłodny wiatr, potem jęcząca elektryczna gitara wyciszenie i następnie wpadamy w chwytliwą, maszerujacą sekwencję ozdobioną ostrymi wstawkami gitary i interesującą wokalizą Shari Barna. Wolta nastroju następuje w typowo ambientalnym Celestial Nights gdzie unosi się nad nami wizja postapokalitycznego świata. Daydreams łączy jak dla mnie melodyjność Jarre’a z synkretyzacją muzyki w stylu TD a wszystko w pachnącym odurzającym zapachem naftaliny retro brzmieniu analogów. Ciekawie dzieje się też na Interstellar Romance gdzie ambientowe odgłosy stacji kosmicznej brzmią tak jakoś dziwnie podobnie do SF filmów z lat 50 tych....Ten interesujący nastrój pełen dystansu i wewnętrznej nostalgii kontynuuje doskonale Dimensions. Bardzo ciekawe - naprawdę warto zapoznać się z całością tego krążka.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-HIBERNACJA NR 1’90
Tą wydaną tylko na winylu płytę można zamówić na CDR bezpośrednio u kompozytora. Stare czasy charakterystycznego brzmienia automatu perkusyjnego i typowych komendarkowskich surowych melodii w formie noisy el. Słucha się tego bardzo dobrze choć pewno będą tacy co uznają to za ramotę. Komendarek miesza konwencje, są nawet elementy free jazzu (Trzeci test) ale wychodzi z tego interesująca pozycja w melodyjnym sosie, którą warto polecić. Moja ulubiona kompozycja to „Zamknięta galaktyka”.
NODE-TERMINUS’95(EP)
Debiutancka płyta kwartetu angielskiego Node z 1995 roku (ciekawostka - wydana też na podwójnym winylu) parę lat temu jak ją poznałem, mocno podniosła mi andrenalinę bo to doskonała rzecz. Z żalem stwierdziłem przy dalszych poszukiwaniach, że Dave Bessell, Gary Stout, Ed Buller i Flood wydali jeszcze tego samego roku Epkę Terminus i potem ślad po nich zaginął... Wielka Szkoda! Ten maxi singiel zawiera dwa kawałki zagrane na żywo na stacji metro Paddington w Londynie. Nadało to unikalnej koloratury (odgłosy zewnętrzne). Płytkę otwiera znakomity Terminus (Express) -fortepian, ćwierkające efekty i narastające, dochodzące brzmienia w tle z pokładem przypominającym fujarkę. Wszystko tężeje tworząc fantastyczną melodię i strukturę. Terminus (Calling All Stations) to okryta tajemnicą i podskórną nerwowością suita z wieloma ciekawymi wtrętami z sampli i brzmień rozbujanych w sekwencyjnych rytmach. Bardzo dobra rzecz. Jak dla mnie –koniecznie.
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-AT THE OCTOBER GALLERY(FOR VISITORS OF THE CONCERT ONLY)’97
W rzeczonej October Gallery RMI dało koncert 9 lutego 1997 roku rozdając wtedy zgromadzonej publiczności w formie prezentu część zagranego setu na CDR. Co ciekawe fani upominali się o całość koncertu i w tym roku, zespół udostępnił go jako „October gallery (redux) 9/2/97” w formie downloadu, którego wystarcza na dwie płyty CD. Materiał na płycie naówczas był premierowy, po kilku miesiącach 2 utwory w zmienionej formie ukazały się na Organ Harvest a w roku następnym 3 na A Bridge Too Far. Jedynie ostatni kawałek Improvisation 3 nigdzie więcej nie opublikowano. Płytę otwiera przewspaniały berliński w klimacie kawałek Organ Harvest gdzie delikatną gitarę uzupełnia fenomenalnie nastrojowe, wyciszone granie syntezatorów, które w ostatnich minutach niestety grzęźnie w kosmicznych rozmazach... Czysto berlinskie nieskalane granie prezentuje Improvisation 1. (Come To) Sunny Teesside (Mrs. Emerson) to kolejny znakomity kawałek-takie nastrojowo tajemnicze, pełne przestrzeni misterium w stylu BS. Kolejny, trzeci pod rząd kawałek z późniejszego albumu A Bridge Too Far to czyste, inteligentne sekwenserowanie - Improvisation 2. Geiger ma dość specyficzną oprawę przypominającą bicie dzwonu ale największą moją ciekawość wzbudza nie opublikowane nigdzie później Improvisation 3 – czyste, surowe berlińskie sekwencje. Całość słucha się bardzo dobrze i jest naprawdę godna polecenia.
ROACH STEVE-LIGHT FANTASTIC’99
Roach swą karierę zaczął płytą „Moebius” w 1979 roku. Ta płyta to zaś...42 pozycja w jego dyskografii! Wydana w 1999 roku przez Hearts Of Space Light Fantastic to etnhno ambient z intensywnym wykorzystaniem plemiennych bębnów i dodaniem indyjskiej sithry. Bogata kompleksowość tych struktur sprawia, że da się słuchać. O dziwo...
GARRISON MICHAEL-PRISMS’81
Garrison był jak zwykle facetem od wszystkieog czyli kompozytorem, wykonawcą i producentem a wykorzystał Arp Axxe, Arp String, Mini Mooga, Arp 2600 z sekwenserami i zbudowaną pod siebie perkusję elektroniczną. Na reedycji CD pojawiły się modyfikacje ale pierwsze dwa kawałki są z oryginalnego wydawnictwa. Eruption ma formę marszu z pulsującą melodią, Interphase skupia się na muzycnych interpretacjach kosmicznych odgłosów. Tranquility (na LP jako Discovery) to wyciszona, nostalgiczna muzyka z zapadającym głęboko w pamięć tłem, przypominająca liryczne miłosne rozważania. Dodany do CD Motion Fascination można by uznać za el disco hit. Łatwo wpadająca w ucho melodia i ozdobniki nasuwają bowiem takie właśnie skojarzenia. A potem już ciąg dalszy w takim charakterystycznym garrisonowskim stylu gdzie kompozycje przypominają mi tańce z czasów napoleońskich... W sumie warto.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW –POWRÓT Z MATERII MIĘDZYGWIAZDOWEJ’92
Tą pozycję wydaną tylko na MC warto mieć nie tylko dla dwóch znanych z niej suit ale także dla bonus tracka. Bowiem to muzyka znana z kasety Parabola Muz, jedynie zamieszczony tam wywiad, który znajdował się na stronie B, został usunięty. Utwór tytułowy opatrzono komentarzem gdzie Komendarek wyłuszcza iż kosmici przy awaryjnym lądowaniu trafili na koncert Bacha i opowieść jest o tym jak muzyka zmieniła ich życie...Bardzo ciekawy wstęp łączący interesującą elektronikę z organami w stylu Jana Sebastiana zmienia się w festiwal prog rocka. Całość ma dość skoplikowaną, improwizowaną fakturę. Zabawa kosmicznych dzieci ( dzieci ludzi którzy uciekli z Ziemi zyją beztrosko i już tylko się bawią...)ma charakter już bardziej uporządkowany ale mocno osadzony w eksperymentalnej drodze wyrazu. Sięga tu Komendarek nawet po elementy ucywilizowanej psychodelii wplatając motywy quasi melodyczne i typowo rock progresywne. Wiele wyjaśnia chyba gdzie dokonano rejestracji tych nagrań –w sierpniowe noce 1985 roku na festiwalu w Jarocinie. Co ciekawe, co słychać przyjęte zostały przez publikę entuzjastycznie. Parabola Muz zaś zaskakuje- w żuciu byn nie obstawiał Komendarkajakiegoś wykonawcę tradycyjnej el muzyki w tej kosmicznie zaczynającej się suicie ze wstawkami etno fujarki żywcem wyjętej z Enigmy. Od dziewiątej minuty dołącza zaś sekwenserowanie które jakoś dla mnie u Komendarka to novum! Szczerze jestem mocno zaskoczony bo to bardzo tradycyjne podejście do elektroniki ( brzmi bardzo interesująco), które u Komendarka jest bardzo rzadkie -warto!
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-STARTIDE’01
To wydawnictwo zrealizowane na CD-R a wydane w październiku 2001 w Northern Echo Recordings przynosi impresję zrealizowaną na podstawie prozy SF Larry Nivena, które tak naprawdę panowie nagrali już jako demo w 1993 roku. Monstrous Tides ma w sobie coś magnetyczno hipnotycznego i przypomina nieodparcie poprzez także wykorzystanie lektora War Of The Worlds w interpretacji Jeff’a Wayne’a. Na szczęście utwór ten nie staje się monotonny gdyż ma tylko niecale 10 minut...Z motyką na słońce porywają się za to w 60 minutowym Startide... Zamiast sekwencji i rytmu, więcej tu eksperymentalnych odgłosów ale w strawnym, miłym dla ucha sosie. Powoli wykluwa się z tego coś na kształt linii melodycznej w oprawie wysokotonowych dźwięków przypominających omiatanie jakimś kosmicznym wiatrem. Zresztą skojarzenia ze stacją kosmiczną, otwartą przestrzenią wszechświata są jak najbardziej na miejscu. Można by użyć określenia nastrojowe pasaże galaktyczne... Na szczęście w tej wędrówce zmieniają się słuchowe atrakcje ...gdzieś tak do połowy. Od 25 minuty coś mi już zaczyna przeszkadzać. Panowie się zapomnieli w tych sonicznych eskapadach z prawie zerową ilością zmiennych i zaczynają po prostu nudzić. Ogólnie na tak ale mogło być zdecydowanie lepiej.
CERTAMEN-ARCHEOLOGIA II’97
Certamen czyli Adam Bownik z wykształcenia jest biologiem i pracuje na jednej z lubelskich Uczelni w Katedrze Fizjologii i Toksykologii jako adiunkt. Jest zarazem najpłodniejszym polskim el artystą ma na koncie ponad 50 wydanych od 1997 roku płyt. Druga część wykopalisk przynosi zestaw 4 utworów. Nadal się dzielnie zmaga z ubogimi brzmieniami jest tu według mnie już lepiej niż na jedynce ale idealnie byłoby obie płyty połączyć skracajac wszystkie kompozycje przy okazji do kilku bardziej strawnych minut.
CERTAMEN-ANCIENT WARRIORS’00
To czasy gdy Certamen stawiał na żywy, skoczny bit i podchodzące pod trance podkłady. Jest lepiej jeśli chodzi o melodie ale czasami zapętla się niepotrzebnie... Ujdzie.
BENISCH PETER-WAITING FOR SNOW’99
W wytwórni FAX ten wykonawca wydał tylko tę jedną płytę. Był to jego „duży” debiut. Ten Szwed urodzony w Sztokholmie już w wieku 9 lat zdradzał tendencje do tworzenia muzyki. Skończył prestiżowe konserwatorium po którym rozpoczął studia muzyczne gdzie zainteresował się muzyką elektroniczną. Wraz z kolegami z klasy Joel Mull’em i Adamem Beyer’em stworzył w 1993 legendarne Globe Studios w Sztokholmie, mekkę skandynawskiej elektroniki. W swej muzyce skupia się na ambiencie i jako FPU na elektro. Słychać wyraźnie, że to CD powstało w kuhlmanowskim FAX-ie co zdradzają typowe ozdobniki. Part I to oryginalny ambient w faxowskim sztafażu Part 2 to kuhlmanowskie wtręty plus interesujące nowa el Part 3 - tradycyjny ambient w oprawie stonowanej sekcji rytmicznej. Part 4 to ładna melodia osadzona w nowych brzmieniach Part 5 intymne ale melodyjne nowe brzmienia Part 6 delikatności podchodzące pod ambient Part 7 wpadające w ucho NE w połączeniu z faxowskimi ozdobnikami - gdyby to pozamieniać na tradycyjne el byłaby znakomita ME. Od 8 części zaczyna nużyć ale ogólnie wrażenia są bardzo pozytywne.
CERTAMEN-EPICENTRE’06
Ten krążek Certamen reklamuje jako jeden z bardziej dynamicznych w dyskografii. Płytę otwiera bardzo dobre retro sekwenserowanie w melodyjnej oprawie (Sparkling Stones). Diamonds to zjawiskowa, delikatna melodia. Seismic Tremors stawia na twardą, męską elektronikę. Ciekawe aranżacje interesujące melodie, wciągające sekwencje czyli polecam bo warto.
CERTAMEN-SUPERNOVA’07
Muzyka powstała pod wpływem inspiracji eksplodującymi gwiazdami dającymi początek życiu opartemu na węglu i wodzie. Pierwsze lata twórczości Certamena to była wojna z materią przedmiotu i słychać że szlifował swój warsztat. Płyty z ostatnich kilku lat to już widoczny znak wyrobienia sobie marki –są przemyślane, pomysłowo zagrane i ciekawie zaaranżowane. Teraz już z lekkością profesjonalisty tworzy doskonale sekwenserowe płyty. Nie dziwię się że zainteresował się nim SynGate a dziwię się że wydał tylko kilka jego płyt. Na tym krążku zwróciłbym uwagę szczególnie na środkową część czyli „Ashes to ashes dust to life”. Naprawdę polecam całość bo słucha się ją z wielką przyjemnością.
CERTAMEN-...AND LIFE GOES ON’08
Dodał Bownik na tej płycie fortepianowe spokojności (Soulmate, Whispering Voices) jako przerywniki dłuższych form. A te jak zwykle są na dobrym, światowym poziomie czyli sekwenserowe pasaże wsparte dużą ilością perkusacji i ozdobników. I tu wyróżniłbym Inner Struggle.Ogólnie ok.
EL_VIS-OTCHŁAŃ GWIAZD’07
Piotr Lenart ponoć wpadł po uszy w domowe pielesze odkąd w jego domu pojawiła się druga połówka platońskiego jabłka ale nie do końca porzucił swoją pasję. Nadal uskutecznia swoją repetytywną formę melodii a ja nadal uważam że szkoda, że nie rozbudowuje tego w bardziej kosmiczne suity. Fakt że opanował swój styl do perfekcji i tworzy piękne obrazy które aż rwą się aby pozwolić im zerwać okowy formy –radzę się wsłuchać w przepiękne Taksis czy w Green Amper gdzie słychać echa TD. Ciekawy też jest z lekką dozą Moriccone, Promień Atomowy. Bardzo udana płyta.
KAMAL-BLUE DAWN’89
Ten niemiecki muzyk zafascynowany kulturą dalekiego wschodu stawiany jest na jednej półce New Age obok Deutera czy Karunesha. A tymczasem to moja pierwsza pełnowymiarowa styczność z tym artystą. Kamal znakomicie wykorzystuje wszelkie integrencje przypisane New Age korzystając w instrumentarium głównie z brzmień fortepianu, fujarki, ksylofonu i lekkiego podkładu perkusyjnego. Płyta zawiera siedem świetnie nadających się do relaksacyjnego słuchania kompozycji. Nastrojowe, spokojne melodie przeplatają się z bardziej żwawymi radosnymi dźwiękami. Słychać profesjonalizm połączony z talentem. Szczególnie polecam wspaniałe przebojowe „wszystkie kukułki tańczą w drzewach mango” z niesamowitą solówką na ksylofonie. Zresztą cała płyta jest znakomita. Gorąco polecam.
NERIOUS – WOLNE DROGI’08
Na tej króciutkiej bo ledwo ponad 30 minutowej płycie Nerious zapowiadał ostrzejsze klimaty i granie z domieszką nowych brzmień. Jakoś nie za bardzo mogę to usłyszeć –choćby sympatyczne 2 gdzie mamy miły dla ucha klasyczny el kawałek osadzony w tradycji lat 70 tych. Ciekawe
O’HEARN PATRICK-GLACIATION’07
Jakby tu opowiedzieć o pięknie zlodowaceń ? Język muzyczny musi być równie prosty i zarazem krystalicznie czysty jak owe lodowe twory. Te dziwy natury za pomocą dźwięków O’Hearn stara się oddać w 13 króciutkich impresjach. Używa ascetycznych środków jak choćby gitara bez prawie żadnego tła ((Intension And Objective czy Under Weigh) czysto ambientowych form ((The Approaching Ice, Upon Solitary Expanse,Glaciation, Gradual Understanding) subtelnej el (Our Temperable Host) czy typowego SM (Resourful Adaptation). Ogólnie wciąga swą aurą. Polecam.
RHODES BILL-MUSIC FOR THE NEXT CENTURY’92
Kolejna propozycja tego wykonawcy wydana w IC. I kolejna którą trudno skategoryzować. Blisko tu do jazzu a to głównie przez to że muzyka brzmi jak wprawki na nowym syntezatorze utrwalone na CD. Choćby Steel Drum Intro i Silicon Island to to samo tyle że pierwszy właściwie opowiedziany jest jedną barwą zaś drugi rozbudowany. Całość należy potraktować jako muzykę instrumentalną, której blisko do stylu z rysunkowych filmów dla dzieci (wzorcowo Optimism) gdzie j osobiście słyszę hertlowski minimalizm. Dość trudne w odbiorze.
SYNERGY-AUDION’81
Każda płyta Larry Fasta to interesujący zbiór nagrań. Od strony technicznej sporo tu nowinek jak na tamte czasy, mikroprocesorów kontrolujących czy komputerów wziętych prosto z laboratoriów poszukiwawczych. Muzycznie króciutkie Orbit Five przypomina Vangelisa z tamtych lat ale już Revolt At L-5 przynosi oryginalny styl Fasta czyli ciężkie dźwięki osadzone w zredukowanym elektronicznym tle. Na tamte czasy zastosowane tamże brzmienia są rewolucyjne i dzisaj słucha się tego znakomicie –a to niekonwencjonalna i też niezbyt łatwa w odbiorze elektronika sięgająca korzeniami do rocka progresywnego tyle że w złagodzonej wersji a to nie waha się też przed sięganiem do tradycji muzyki symfonicznej (Falcons And Eagles) czy nawet dworskiej (Shibolet). Zwieńczeniem płyty jest znakomite An End To History –prawdziwy elektroniczny evergeen czyli klasyk gatunku. Subtelna melodia rozpisana na ciekawe brzmienia. Choćby dlatego ląduje w kategorii polecam.
ARTMEJEW ARTIEMYJ-THE WARNING’93
Ta płyta zaskoczyła mnie albowiem nastawiłem się na ambient który w wykonaniu tego Rosjanina brzmi rewelacyjnie. Tymczasem ta płyta ma walory muzyki instrumentalnej nawet można rzec ilustracyjnej (ojciec Artmejewa, Edward był znakomitym kompozytorem filmowym) gdzie artysta wplata choćby odgłosy widowni cyrkowej nie boi się używać brzmień tylko organów zarazem tworząc klimat elektroniki dla wymagającego odbiorcy korelującej z przestrzennym i melodyjnym el gdzie nawet sekwenseruje! Wielopoziomowa płyta –dla smakoszy.
BORISOV ALEXEI-POLISHED SURFACE OF A TABLE’04
Ten urodzony w 1960 roku w Moskwie artysta wydał w Electroshocku Artmejewa tylko tą jedną pozycję. Wcześniej był znany z kontrowersyjnych zachowań i nagrań w kapelach new wave. Jego 3 pozostałe albumy art/noise/industrial wydał u innego radykalnego eksperymentatora dźwięku Fina Antona Nikkili. Z początku wydaje mi się że może coś z nośnikiem ale nie –te dziwne, prawie że upiorne dźwięki to ekstremalne eksperymenty ze stereo. Odtwarzane od tyłu ścieżki wymieszane z nieokreślonymi odgłosami plus szumy trzaski sprzężenia mogą szokować i zaskakiwać jako awangardowe przez 10 minut później zaczyna to irytować... Przypomina mi to Mimikry Paula Wirkusa.
E=MOTION-DRIFTING LOOPS’08
Najnowsza produkcja producenta, kompozytora i wydawcy czyli mózgu Underwater Music Jacka Sprucha. Pierwsze co mnie uderza to przepiękna okładka czyli ciekawe zdjęcie ożaglowania na tle błękitu nieba. Spruch sięga nadal po najbardziej tradycyjne granie osadzone w szkole berlińskiej. Co prawda pierwszy utwor przypomina mi El_Visa ale już Old Schooner z prawie metafizycznym sekwenserowaniem potwierdza moje przepuszczenia że to tylko chwilowa odskocznia. Dużo tu grania w stylu TD lat 90-tych ale są też interesujące tematy takie jak Chilling Base a zwłaszcza Waves’n’Base. Ciekawe.
G.E.N.E.-FLUTING PARADISE’92
Bardzo lubię ten projekt pani Cleo de Mallio i jest sporo płyt z jej dyskografii które szczerze polecam chociażby wydany w tym samym roku Diving Dreams. Ale z tą płytą jest tak że te fletowe pieśni zbyt mocno są zdominowane przez uczestniczącego aktywnie w tej formacji Michaela Weissera, który przemyca dźwięki znane z Software czyli te charakterystyczne świszczące wysokie dźwięki plus spokojna perkusja (Fluting Flame). Głównym instrumentem pozostaje flet ale jednak zamiast New Age idzie to wszystko w stronę elektroniki. Choć czasami wycisza się i to mocno (Melting Snow ) lub idzie ku New Age (Whispering Brook) ro jednak nie wrzuciłbym ją do worka NA. Płyta zadziwiająco spokojna i mało przebojowa jak na GENE.
NEW COMPOSERS & STOUTE BOB-MAGNITOLA’95
Byłem bardzo ciekaw jak brzmią solowe nagrania tych Rosjan olśniony zawartością obu części Planetarium zrobionych razem z Kuhlmannem. Ten krążek to ich debiut –z drżeniem serca umieszczałem go w odtwarzaczu. No i cóż, nie jest to ambient ale takie elektroniczne bujanie w obłokach trochę nawet przypominające Kitaro z wczesnego okresu (Part 1 – Somnambula 4 ). Part 1 – Somnambula 5 przynosi już interesującą kompozycję, wpadające w ucho harmonie i zaczyna być już bardziej dynamicznie. Mój ulubiony to lekko patetyczne, kosmiczne Part 2 – Hyperbola 4. Trochę się rozczarowałem gdyż nastawiłem się na koleje arcydzieło a tymczasem to „tylko” bardzo ciekawe granie... oczywiście polecam.
PINHAS RICHARD-EAST WEST’80
Dokonania kapeli Heldon jakoś mnie nie olśniewały zaś solowe kompozycje Pinhasa opierają się na rocku progresywnym w najlepszym wydaniu czyli sięgając po twory Yes, Genesis czy King Crimson. Taki jest też początek (i ostatni utwór) ale potem dochodzi do głosu elektronika wcale nie mająca charakter poszukujący gdzie autor nie stara się zbytnio przypodobać słuchaczowi a tworzy interesujące melodie (Sense Of Doubt, Kyoto Number 3, a zwłaszcza Beautiful May ). Zaskakuje też kompozycją śpiewaną w modnej wówczas manierze synth popu czy New Romantic jak kto woli (West Side). Wiele zmiennych powoduje że ta rzecz jest ciekawa i da się dobrze słuchać
SCHOLL BERND- TALES OF FANTASY’82
Po porzuceniu gry z różnymi formacjami rockowymi Scholl zapragnął zająć się solowymi projektami. Ta płyta to jego debiut który doszedł do 3 pozycji English Syntethiser Chart w 1982 roku. To co stworzył na tym krążku ochrzczono jako medidative electronic music. Nagrania brzmią już trochę archaicznie typowo jak na początek lat osiemdziesiątych i są osadzone w duchu improwizacji i oszczędności brzmień. Zwracają uwagę interesujące el rozważania z ciekawym tłem i dobrymi solówkami czyli Janine czy rytmiczne Journey. Całość zanurzona jest wyraźnie w tendencjach rocka progresywnego spod znaku dokonań np. Ricka Wakemana. Smaczny kąsek dla tradycjonalistów.
STEARNS MICHAEL-JEWEL’79
Prapoczątki Stearnsa składające się z dwóch części: Morning i Jewel. Pomruk basu zestawiony z trelami ptaków i wyłaniającą się z nicości narastającą linią dźwięków osadzony jest mocno w ambiencie orientalnym podkreślanym jeszcze wejściami dzwoneczków i narastającą głośnością swoistej muzycznej mantry, która wykręca wyraźnie w kosmiczne meandry obrazowania widoków kosmosu! Ale mrok opatulony gwiazdami przemija –preludium kończy się wraz z pianiem koguta czyli mamy ranek...natężenie dźwięków rozprasza się kierując się w stronę minimalistycznej linii zestawionej znowu z porannymi odgłosami ptaków by wpaść w iluminacyjny nastrój kończąc tą suitę pełnym rozmachu zwieńczeniem. Uwielbiam takiego Stearnsa- kondensującego niesamowite klimaty w nierozwlekłych, ciekawych formach. Opowieść o biżuterii zaś ma charakter ascetycznego ambientu – prostego jak proste jest piękno diamentu...
SHANTI OLIVER-SHAMAN’97
No i Shanti zabrał się za indiańskie pohukiwania ...Swego czasu była moda na tego typu native music. Ale Shanti to nie byle grajek i robi to w znakomitej oprawie na tyle nośnej że spodoba się wszelkim miłośnikom nju ejdżowo relaksacyjnego grania. Nie stroni od interesującej, komercyjnej muzyki tworząc ciekawe połączenie z indańskimi zaśpiewami( choćby fenomenalne Trail Of Tears). Żeby nie nudzić utwory są dość krótkie ale jest ich aż 16. Słucha się świetnie więc polecam. A przy okazji – po 6 latach ukrywania się przed policją, ścigany za notoryczne molestowanie dzieci, został wreszcie złapany w czerwcu tego roku w Portugalii...

>